Gazeta powołuje się na udostępniony jej projekt porozumienia międzyrządowego, podpisanego w poniedziałek w Stambule w obecności prezydentów Rosji i Turcji, Władimira Putina i Recepa Tayyipa Erdogana.


"Najważniejszym aspektem, który po raz pierwszy odnotowano oficjalnie, jest przeniesienie przez Gazprom ilości gazu, jakie teraz trafiają do Turcji przez Bułgarię, do pierwszej nitki Tureckiego Potoku" - podkreśla dziennik.


"Kommiersant" wyjaśnia, że w ten sposób ukraiński system przesyłu gazu straci 14-15 mld metrów sześc. surowca rocznie, które teraz transportowane są przez ten system z przeznaczeniem dla Turcji.


"Nieuregulowane kluczowe aspekty"


W projekcie porozumienia mowa jest o budowie dwóch nitek Tureckiego Potoku, z których każdą można tłoczyć rocznie 15,75 mld metrów sześć. gazu. Pierwsza nitka będzie przeznaczona na potrzeby Turcji, druga ma służyć tranzytowi gazu do Europy Południowej. Przy czym, jak ocenia gazeta, "sytuacja jest całkiem jasna, jeśli chodzi o pierwszą nitkę", a w przypadku drugiej "nieuregulowane pozostają kluczowe aspekty". W porozumieniu zapisano możliwość anulowania budowy drugiej nitki na wniosek Gazpromu. Ponadto warunkiem jej budowy jest uzgodnienie przez Gazprom i turecki koncern Botas oddzielnego protokołu.


Zgodnie z porozumieniem właścicielami morskich odcinków obu nitek gazociągu będzie Gazprom. Lądowy odcinek pierwszej nitki będzie własnością Botasu i nitka ta stanie się częścią systemu gazociągów Turcji. Właścicielem lądowego odcinka drugiej nitki ma być spółka z udziałem Gazpromu.


Źródło w Gazpromie powiedziało "Kommiersantowi", że rozpoczęcie budowy gazociągu zaplanowano na 2018 rok.


Komisja Europejska przeciwna


Turecki politolog Volkan Ozdemir ocenił porozumienie międzyrządowe jako bardzo ważny krok, dzięki któremu przynajmniej pierwsza nitka Tureckiego Potoku jest obecnie bliska realizacji. Rozwiązania, jeśli chodzi o drugą nitkę, zależne są od wyników rozmów pomiędzy Rosją i Unią Europejską na temat możliwości dostarczania przez tę nitkę wyłącznie gazu będącego własnością Gazpromu.


Zdaniem Ozdemira w przypadku braku zgody Komisji Europejskiej (która obecnie sprzeciwia się takiej opcji) możliwy jest wariant przewidujący powołanie wspólnej firmy turecko-rosyjskiej, eksportującej gaz do krajów europejskich. Wariant ten pozwoli obejść przepisy unijne, jednak - jak zauważył Ozdemir - Gazprom nie jest jego zwolennikiem.


Narzędzie dialogu


Politolog ocenił też, że na razie dla Rosji i Turcji Turecki Potok jest nie tyle wspólnym projektem, ile nowym, stosowanym przez nie, narzędziem w dialogu z krajami zachodnimi.


Rosja i Turcja zaczęły rozmawiać o budowie gazociągu biegnącego po dnie Morza Czarnego pod koniec 2014 roku, gdy Moskwa zrezygnowała z budowy gazociągu South Stream (przez Bułgarię) po sprzeciwie Komisji Europejskiej. Pierwotny projekt Tureckiego Potoku przewidywał budowę gazociągu o maksymalnych mocach przesyłowych szacowanych na 63 mld metrów sześciennych. Jednak potem Gazprom ogłosił, że rezygnuje z połowy mocy i że przepustowość gazociągu wyniesie 32 mld metrów sześciennych. Następnie w realizacji projektu przeszkodził kryzys polityczny na linii Moskwa-Ankara. Wraz z normalizacją stosunków w lecie br. strony wznowiły kontakty w sprawie inwestycji.

 

PAP