Według prokuratury Koreańczycy uważali, że kobieta była "opętana przez demona". Przywiązali ją do łóżka i bili godzinami, aby "wypędzić z niej diabła". Wszystko po tym, jak 41-latka, z nieznanych przyczyn, zaczęła mówić sama do siebie i stała się agresywna.


Prokuratura zakłada, że sprawcy byli wyjątkowo okrutni. Spośród pięciu oskarżonych osób, trzy są niepełnoletnie (w tym 16-letni syn ofiary). Dlatego też sprawa toczy się w wydziale dla nieletnich. Według prokuratury, ekspertyzy psychiatryczne, nie wskazują na zaburzenia psychiczne ani na ograniczoną poczytalność tych osób.


Ofiara uduszona


Kilka miesięcy temu prokuratura podała, że oskarżeni, przez co najmniej dwie godziny "zadawali kobiecie ból i ją maltretowali". Do zgonu doprowadził silny ucisk klatki piersiowej i duszenie ofiary.


Według śledczych, rodzina przeprowadziła się do Niemiec zaledwie sześć tygodni przed zbrodnią. Koreańczycy chcieli zajmować się importem i eksportem. Wynajęli dom w miejscowości Sulzbach.


Do zbrodni doszło jednak w hotelu. Koreańczycy przenieśli się do niego dlatego, że niektórzy członkowie rodziny "obawiali się demonów w wynajętym domu".


Oskarżeni mieli być pod wpływem praktyk szamańskich. Szamani podczas swoich rytuałów składają ofiary duchom i proszą, by wpłynęły na ludzki los. Jedna z oskarżonych, po popełnieniu zbrodni, miała wezwać kapłana koreańskiego ewangelickiego zboru. Ten powiadomił recepcję hotelu i policję.

 

Deutsche Welle