Dyskusja rozpoczęła się od tematu 50 prokuratorów, którzy poskarżyli się na ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego Zbigniewa Ziobrę. Według nich zostali zdegradowani przez polityka PiS arbitralnie, bez podstaw do takiej decyzji. Skarga trafiła do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu.

 

- To są decyzje prokuratora generalnego, do których ma prawo. Zostali przeniesieni, bo zdegradować można kogoś w wojsku. Widocznie ocena tych osób nie była pozytywna i stąd przeszli na inne stanowiska, może mniej odpowiedzialne i stąd ta frustracja - powiedział Andrzej Dera.

 

- Przypuszczam, że poprzedni prokurator generalny Andrzej Seremet też dokonywał takich przesunięć, bo to normalna decyzja administracyjna. Prokurator ma prawo do takich decyzji. A to, że się skarżą teraz, a nie wcześniej, to znamienne. Widzimy szeroko pojęty opór środowiska (prokuratorskiego - przyp. red.) przed dobrą zmianą - dodał Jarosław Sellin.

 

Innego zdania byli przedstawiciele opozycji. Według Katarzyny Lubnauer chodzi o to, aby wszyscy prokuratorzy byli "dyspozycyjni" wobec ministra Ziobry. - Cały czas mamy taką sytuację, że jeśli mamy sprawę polityczną, ktora jest niewygodna PiS, jest kierowana nawet do odległej prokuratury (w stosunku do miejsca zdarzenia - przyp. red.), żeby znaleźć odpowiedniego, dyspozycyjnego prokuratora.

 

- Po prostu okazali się ludźmi odważnymi. Sprawiedliwości trzeba bęzie szukać poza granicami Polski - dodała Joanna Mucha.

 

Skarga do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka rozbawiła Marka Jurka. - Każdy urzędnik źle potraktowany ma prawo się odwoływać. Sytuacja jest o tyle groteskowa, że zajmowanie stanowiska publicznego nie jest prawem człowieka, a oni się odwołują (do trybunału zajmującego się takimi sprawami - przyp. red.). Ciągle jesteśmy jak w latach 90., kiedy wiele osób u władzy uważało, że są nieusuwalne - mówił.

 

- Trzeba sobie jasno odpowiedzieć - nie jest to środowisko ludzi świętych i idealnych. Jeśli tego typu przesunięcia mają pogrozić palcem całej prokuraturze, żeby się zdyscyplinowała, to nie ma w tym nic zdrożnego. Ale pytanie, czy są to prokuratorzy źli czy zdegradowani politycznie - zastanawiał się z kolei Marek Sawicki.

 

Sondażowa zadyszka PiS

 

Następnie politycy skomentowali najnowszy sondaż dla Radia Zet, w którym topnieje przewaga Prawa i Sprawiedliwości. Na partę rządzącą oddanie głosu zadeklarowało 29,8 proc. respondentów. Nowoczesna może liczyć na poparcie 24,3 proc. ankietowanych, a PO 16,1 proc. W Sejmie znalazłoby się jeszcze miejsce dla Kukiz'15 (6,7 proc.) oraz PSL (5,1 proc.).

 

- Do sondaży nie przywiązujemy takiej wagi. Wybory mamy dopiero za 2 lata. Jestem pewien, że za dwa lata w wyborach samorządowych Polacy wybiorą mądrze - powiedział Jarosław Sellin. - Opozycja ściga się, kto jest bardziej anty-PiS - dodał Sellin i w ten sposób niejako wyjaśnił dobry wynik Nowoczesnej.

 

- Nowoczesna ma ten efekt świeżości, którego my jednak nie mamy. Najważniejsze w sondażach jest to, że PiS słabnie i to wyraźnie. Ludzie rzeczywiście uwierzyli w to, że to nie są rządy trwałe i nieśmiertelne - komentowała Joanna Mucha i jak zauważyła, "przez całą kampanię wszyscy zarzucali nam straszenie PiS-em i mieliśmy rację".

 

Katarzyna Lubnauer z kolei odniosła się do ostatnich słów Jarosława Kaczyńskiego. Lider PiS w rozmowie z dziennikiem "Polska The Times" orzekł, że największym rywalem politycznym PiS-u prawdopodobnie będzie jednak PO. Poza tym śmiał się z wpadek językowych Ryszarda Petru.

 

- Dla PiS Platforma Obywatelska jest wygodna, bo jest osiem lat rządów, do których można się odnosić. Jeśli chodzi o PiS i Jarosława Kaczyńskiego, to widać, że idą na czołowe zderzenie z coraz większą grupą osób - mówiła Lubnauer. - Jest taki sondaż siły polityków. Petru zajmuje w nim 3. miejsce po bodajże Jarosławie Kaczyńskim i Donaldzie Tusku. Ważne jest, jak Polacy go oceniają. Myślę, że jest autentyczny - dodała i stwierdziła, że Petru myli się, bo nie mówi z kartki.

 

Obrona Terytorialna zamiast caracali

 

Olbrzymie emocje wywołała sprawa zerwania kontraktu na zakup przez polską armię śmigłowców Eurocopter EC725 Super Cougar (H225M Caracal), popularnie nazwanych "caracalami".

 

- Takie sytuacje w relacjach międzypaństwoweych się zdarzają. Każdy dba o swój interes. Negocjowalismy offset 9 miesięcy. Mamy prawo definiować własny interes narodowy - tak jak Francuzi  - mówił Jarosław Sellin. - Będzie nowa procedura przetargowa. Mam nadzieję, że zakłady, w których się produkuje w Polsce, równiez z polską myślą techniczną, że te zakłady w Świdniku i Mielcu będą miały szanse w tej rywalizacji - dodał.

 

- Polskie ważne zakupy zbrojeniowe od lat są obarczone syndromem amerykańskim. Ja chciałbym, żeby w tych offsetowych dyskusjach dbać o interes Polski. Przypomnę, że w sprawie F-16 ten offset nie był należycie zabezpieczony. Gdyby w przypadku caracali znowu miałoby tak być, to może lepiej jeszcze raz przygotować ten przetarg - stwierdził Marek Sawicki.

 

- Mieliśmy kupić nowoczesne śmigłowce, ale nie tak jak do tej pory, że Polska na tym nie skorzysta. Istotą offsetu jest to, żeby wzmacniać potencjał gospodarczy naszego kraju. Jeżeli Francuzi nie byli gotowi na wzmocnienie polskiego potencjału gospodarczego, to niestety zakończyło się to fiaskiem - komentował Andrzej Dera.

 

Chleb i igrzyska zamiast wojska?

 

Ostrzejsze w osądach były posłanki Nowoczesnej i PO.

 

- Jest szansa, że w tej kadencji nie będziemy dozbrojeni w ogóle. Zastąpienie partyzantką (chodzi o Wojska Obrony Terytorialnej - przyp. red.) dobrze wyposażonej armii nie zapewni nam bezpieczeństwa - mówiła Katarzyna Lubnauer.

 

- W tej chwili nie ma planu alternatywnego. Pierwsze caracale miały być w Polsce w 2017 roku. Świat zmienia się na naszych oczach, jest coraz bardziej niebezpieczny. Nie mamy żadnych opcji poza obroną terytorialną, która nam nie zastąpi tego programu. Wydaje mi się, że podstawą tej decyzji było to, że jest potrzebna kasa na obietnice wyborcze. Niestety, obietnicami zastępujemy naszą obronność - dodała Joanna Mucha.

 

"Wojna" o aborcję

 

Goście Beaty Lubeckiej i Łukasza Konarskiego rozmawiali także o aborcji.

 

 

- Mamy naprawdę olbrzymie emocje w sobie po tym, co się ostatnio działo. Parasolka stanie się już symbolem. "Umbrella protest" na zachodzie zaczyna funkcjonować jako obrona praw kobiet w Polsce. Te zapisy (w projekcie zakazującym aborcji - przyp. red.) są po prostu straszne. Ustawa nie przeszła, nie dawała możliwości aborcji kobiecie, której życie jest zagrożone - mówiła Joanna Mucha i dodała, że ta "wojna została już rozpętana".

 

- Ja żałuję, że prezydent nie zabrał w tej sprawie głosu. W tej debacie w ogóle nie słyszeliśmy o dziecku poczętym - zauważył Marek Jurek.

 

Andrzej Dera przyznał, że ten temat będzie wracał w tej kadencji parlamentu. - Miejscem tworzenia ustaw jest polski parlament. To wymaga spokoju, rozwagi i tego zabrakło. Emocje wzięły górę. Proszę zwrócić uwagę, jak wyglądały obrady w polskim parlamencie. Były 2 projekty obywatelskie, do czego obywatele mają prawo. Parlament podjął decyzję, że zajmie się tylko jednym z nich. Środowisko odrzucone zrobiło protest. W moim odczuciu dobrze się stało, że emocje zostaly wygaszone, ale od decyzji nie uciekniemy - tłumaczył.

 

Według Katarzyny Lubnauer "czarny protest pokazał siłę kobiet". - Zwyciężyłyśmy z PiS, z Jarosławem Kaczyńskim - powiedziała, ale jak zauważyła, to nie koniec batalii. - Mamy sytuację, w której kobiety muszą znowu wyjść na ulice. PiS znowu się zastanawia, jak zaspokoić skrajną prawicę.

 

Na chłodno do sprawy podszedł Marek Sawicki. - Kwestia aborcji nie jest kwestią emocjonalną. Pan marszałek Jurek jest żywym świadkiem, że PiS w opozycji jest za całkowitą ochroną życia. Kiedy może to przegłosować, PiS wycofuje się. PiS gra tym tematem koniunkturalnie. Rzecz niedopuszczalna. Gracie tym dla przykrycia innych ważnych rzeczy. Teraz ważniejsza jest choćby umowa CETA - stwierdził.

 

Polsat News