W ciągu ostatnich kilku miesięcy przebierańcy wcielający się w postaci klaunów sterroryzowali Amerykę. Rodzice są przerażeni, bo w całym kraju pojawiają się doniesienia o klaunach atakujących dzieci.

 

Nie ma dnia, by amerykańskie media nie donosiły o kolejnych zatrzymaniach żartownisiów w charakterystycznych strojach. Serwisy informacyjne pokazują "mapy zagrożeń", a policja wydaje ostrzeżenia.

 

W czwartek w Roseville w stanie Michigan aresztowano dwie 18-latki, Jamie Salinis i Elandrę Sledge. Obie zaczaiły się na dwóch 14-latków, gdy ci przechodzili, wyskoczyły wprost na nich, wywołując u nich atak paniki.

 

18-latki zostały zatrzymane i odpowiedzą za zakłócanie porządku. Z aresztu będą mogły wyjść po wpłaceniu 10 tys. dolarów kaucji.

 

Prawdziwa psychoza zaczęła się jednak w sierpniu, w Karolinie Południowej, gdy na policję zaczęły docierać doniesienia o klaunach stojących przy poboczach dróg, próbujących zwabiać dzieci do lasów.

 

Od tamtej pory klauny pojawiały się m.in. w Nowym Jorku, Teksasie, Georgii i Alabamie. I "wyruszyły" w świat docierając m.in. do Wielkiej Brytanii i Australii.

 

Wszystko przez Kinga?

 

Problem amerykańskiej policji polega na tym, że coraz trudniej rozróżnić prawdziwe "ataki klaunów" od miejskich legend powielanych przez ludzi przerażonych wizją spotkania przebierańców.  

 

Wiele osób uważa, że moda na straszenie w strojach klaunów inspirowana była powieścią Stephena Kinga z 1986r. pt. "To". Główną postacią jest bowiem klaun, który terroryzuje mieszkańców miasteczka w stanie Maine, wabiąc dzieci i potem je brutalnie zabijając.

 

Sam autor literatury grozy, jeden z najpopularniejszych na świecie przedstawicieli tego gatunku, doniesienia o atakach klaunów nazwał "histerią" i na Twitterze zaapelował o uspokojenie nastrojów tłumacząc, że większość klaunów jest dobra i rozwesela dzieci.

 

 

Reuters, polsatnews.pl