Gość Agnieszki Gozdyry w studiu pojawił się... w kajdankach. W ten sposób zobrazowano jego pobyty za kratkami.

 

Jak opisał pobyt w więzieniu? - To jest takie uczucie, jakiego doznają ludzie sponiewierani przez system, nękani przez komorników, windykatorów - mówił.

 

Podkreślił jednak, że jego walka o prawa ludzi wyrzucanych na bruk jest dalej potrzebna. - Zarówno apartheid, jak i komory gazowe były zgodne z prawem - tak jak teraz są eksmisje. Dzisiaj jest mniej tych eksmisji na bruk i to jest sukces - tłumaczył.

 

Jak dodał, jego ostatnia odsiadka była "trochę na życzenie". - Chciałem zwrócić uwagę ludzi na problem. Ale ja się w więzieniu nie czułem źle, bo personel był po mojej stronie - stwierdził.

 

Ikonowicz wyraził także swoją dezaprobatę dla aktualnego stanu państwa. - To kraj, w którym wystarczy być biednym, żeby być na cenzurowanym i czuć się winnym - powiedział i dodał, że w Polsce stawia się równość między byciem winnym pieniędzy i byciem po prostu winnym.

 

 

Sposób na sukces

 

Ikonowicz mówił także o swojej Kancelarii Sprawiedliwości Społecznej, która pomaga ludziom, którym grozi eksmisja.

 

- Moja rodzina jest ze mną, moja żona jest przewodniczącą Kancelarii. Przybywa nas, w całym kraju są setki wolontariuszy - tłumaczył i dodał, że "historia Kancelarii Sprawiedliwości Społecznej to historia sukcesu". - My większość spraw wygrywamy - zauważył i wytłumaczył, że wygrywa, ponieważ przygotowuje się rzetelnie do każdej sprawy.

 

Wyjaśnił także, dlaczego dłużnicy często stoją w sądzie na straconej pozycji. - Ludzie przegrywają w sądach, bo sędziowie to są ludzie dobrze uposażeni - powiedział i dodał, że prawnicy strony przeciwnej to ludzie tego samego garnituru, którzy rozumieją się z sędziami. - Z drugiej strony jest ofiara, dłużnik, który nie ukrywa swoich emocji, z którym trudno się porozumieć, bo używa innego języka - podkreślił.

 

Rozdawnictwo pieniędzy - jak je zdefiniować?

 

Ikonowicz dał się także poznać jako zwolennik programu 500+. Był także krytyczny wobec argumentów przeciwników programu.

 

- Cała ta przemiana ustrojowa zaczynała się od wielkiego aktu rozdawnictwa, jakim było rozdanie zakładów pracy cwaniakom powiązanym z ugrupowaniami politycznymi. Potem mieliśmy reprywatyzację, kolejny gigantyczny tramwaj z pieniędzmi i akt rozdawnictwa, a jak się daje matce z dzieckiem zasiłek - to jest rozdawnictwo? Jak koleś, który był szefem spółki, i to nieudolnym, bo go zwolnili, dostaje półmilionową odprawę to nikt nie nazywa tego rozdawnictwem - zwracał uwagę.

 

- I ten argument, że oni (beneficjenci programu 500+ - przyp. red.) to przejedzą. No właśnie oni muszą jeść - dodał, a widownia nagrodziła go oklaskami.

 

Walka o prawa innych bywa niebezpieczna

 

Agnieszka Gozdyra zapytała także swojego gościa wprost, czy w związku ze swoją działalnością nie obawia się o swoje życie.

 

- Kiedyś nam strzeliły 2 opony przy 140 km/h, akurat mieliśmy spór z taką spółką budowlaną, ktora nie płaciła pracownikom i podwykonawcom, była winna miliony. I jakoś tak się zdarzyło, że jeden z pracowników, niby nasz sojusznik, pożyczył nam samochód. Ja jechałem z Agatką (żoną - przyp. red.), która była w zaawansowanej ciąży i nagle nam strzeliły te opony. Ja nie wierzę w takie przypadki. Zakręciliśmy się, została tylko kapsuła z pasażerami, ale na szczęście nikomu nic się nie stało. Ta firma stracła duży kontrakt i w końcu musiała ludziom zapłacić. To jest jakaś cena - tłumaczył.

 

Dodał, że obecnie już mniej się martwi o swoje zdrowie. - Ale dla nas immunitetem jest to, że jesteśmy w miarę znani. Skórka niewarta wyprawki dla tych, którzy by to zlecali - stwierdził.

 

Dziennikarka Polsat News zapytała Ikonowicza także, czy żałuje czegoś w życiu. - Oj, pewnie kilku głupich decyzji politycznych. Może tego, że uwierzyłem, że z Janusza Palikota można zrobić socjalistę - odpowiedział.

 

Polsat News