Podczas konferencji prasowej Broniarz wymienił postulaty ZNP - wycofania się z planowanej reformy oraz z "projektowanej prywatyzacji polskiego szkolnictwa"; zwiększenia nakładów na edukację, nieprzerzucania kosztów zmian na samorządy terytorialne oraz zwiększenia pensji nauczycieli co najmniej o 10 proc.

 

- Przypomnę, że ostatnio pensje nauczycieli wzrosły 5 lat temu - dodał. Rządową propozycję waloryzacji wynagrodzeń nazwał "jałmużną" której - jak zapowiedział - wielu nauczycieli nie przyjmie. Podkreślił, że polityka edukacyjna "nie może być domeną jednej partii politycznej".

 

Pikiety przed urzędami wojewódzkimi

 

Protesty przeciwko wprowadzaniu reformy systemu oświaty ZNP ma zorganizować we wszystkich miastach wojewódzkich. Pikiety mają się odbyć w poniedziałek przed urzędami wojewódzkimi o godz. 14.00 - podał. Pikiety odbędą się w 16 miastach wojewódzkich i w Koszalinie - zaznaczył. W Warszawie protest również odbędzie się przed urzędem wojewódzkim, a nie przed siedzibą MEN - dodał.

 

Broniarz podkreślił, że poniedziałkowy protest nie wyczerpuje możliwości związku. "W związku rozważamy różne formy kolejnych protestów - marsze, żywe łańcuchy, do strajku włącznie" - mówił. Zaznaczył, że w przyszłym tygodniu zaplanowane są posiedzenia kierowniczych gremiów związku.

 

Broniarz: związkowcy z Solidarności zadeklarowali obecność 

 

Podkreślił, że odwołania zmian zgłoszonych przez MEN domagają się nie tylko związkowcy z ZNP. Nie popierają go też centrale samorządowe - 6 związków skupiających samorządy protestuje przeciwko nim - mówił Broniarz.

 

Pytany, czy do protestu przyłączy się też oświatowa Solidarność powiedział, że w kilku województwach związkowcy "S" deklarowali swoją obecność.

 

PAP