71-letni prof. Jan S. to były pracownik Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Krakowie-Prokocimiu. W ciągu kilkudziesięciu lat pracy pełnił tam m.in. funkcję ordynatora oddziału chirurgii plastycznej, rekonstrukcyjnej i oparzeń.

 

Sąd odwoławczy zdecydował w czwartek o obniżeniu wyroku, bo "kara jest rażąco niewspółmiernie surowa", ale nie na tyle, aby można go było zawiesić. Powołał się przy tym na społeczną szkodliwość działań lekarza.

 

Przytoczył szereg zeznań świadków z akt, którzy jednoznacznie mówili o wymuszaniu łapówek przez lekarza. - Byli to ludzie niemajętni - ludzie ze wsi sprzedawali swój inwentarz, żeby mieć pieniądze i wręczyć je doktorowi. Inni pożyczali u rodziców, dziadków, w bankach, aby ich dziecko mogło być dobrze leczone - mówił sędzia Tomasz Grebla.

 

W ciągu 11 lat 27 razy przyjął pieniądze od rodziców pacjentów

 

Sąd odwoławczy przypomniał, że jeszcze przed procesem w pierwszej instancji oskarżony i adwokat wyrazili zgodę na dobrowolne poddanie się karze i uzgodnili z prokuratorem jej wymiar na 1,5 roku pozbawienia wolności z warunkowym zawieszeniem na 2 lata. Zastrzegli jednak warunek możliwości dalszej pracy dla lekarza. Gdy ten został zwolniony ze szpitala cofnęli zgodę na dobrowolne poddanie się karze.

 

W marcu tego roku Sąd Rejonowy dla Krakowa-Podgórza uznał Jana S. winnym brania łapówek od rodzin pacjentów, w sumie kilkudziesięciu osób i skazał nieprawomocnym wyrokiem na 4 lata bezwzględnego więzienia, 30 tys. zł grzywny i 15 tys. zł zwrotu pieniędzy z łapówek oraz pięcioletni zakaz pełnienia kierowniczych funkcji w służbie zdrowia. Według obrony był to pierwszy przypadek w Polsce orzeczenia kary bezwzględnego więzienia dla lekarza za korupcję.

 

W akcie oskarżenia zarzucono lekarzowi, że w ciągu 11 lat 27 razy przyjął pieniądze od rodziców pacjentów i uzyskał w ten sposób ok. 15 tys. zł. Apelacje złożyli obrońcy lekarza. Argumentowali, że wyrok bezwzględnego więzienia w tej sprawie jest ich zdaniem rażąco surowy.

 

PAP