O decyzji Prokuratury Rejonowej Olsztyn-Południe o odmowie wszczęcia postępowania w sprawie uszkodzenia pomnika poinformował rzecznik olsztyńskiej prokuratury okręgowej Krzysztof Stodolny.

 

Jak mówił, zgodnie z orzecznictwem Sądu Najwyższego, nie wyczerpuje znamion czynu zabronionego wykonanie na pomniku rysunku czy napisu, jeżeli nie spowodowało to "naruszenia materii lub niezdatności rzeczy do użytku".

 

Nie przestępstwo tylko wykroczenie

 

Z ustaleń śledczych wynika, że czerwoną farbę, którą pomalowano kamienny sierp i młot na pomniku, łatwo daje się usunąć. Dlatego uznali oni, że nie jest to przestępstwo, a jedynie wykroczenie z ustawy o ochronie zabytków.

 

Według Stodolnego, jeżeli gmina Olsztyn, która jest właścicielem obiektu, nie złoży zażalenia i postanowienie się uprawomocni, to materiały tej sprawy zostaną przekazane policji, "celem skierowania wniosku o ukaranie do sądu grodzkiego".

 

Zdaniem Patryka Pulikowskiego z biura komunikacji urzędu miasta w Olsztynie, decyzję czy złożone zostanie zażalenie na postanowienie prokuratury powinien podjąć wojewódzki konserwator zabytków, który składał zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa w tej sprawie.  - My natomiast szukamy firmy, która usunie farbę z monumentu - dodał.

 

Pomnik zwany "szubienicami"

 

Odsłonięty w 1954 r. Pomnik Wdzięczności dla Armii Czerwonej stoi w centrum Olsztyna. Na początku lat 90. ub. wieku jego oficjalną nazwę zmieniono na Pomnik Wyzwolenia Ziemi Warmińskiej i Mazurskiej, a obiekt wpisano do rejestru zabytków. Autorem projektu pomnika był wybitny rzeźbiarz Xawery Dunikowski.

 

Monument składa się z dwóch granitowych pylonów, symbolizujących otwarty łuk triumfalny i z powodu charakterystycznego kształtu nazywany jest przez olsztynian "szubienicami". Poza postacią czerwonoarmisty ze sztandarem, na pomniku wykute są sceny walki, socrealistyczne symbole oraz sierp i młot, czyli godło ZSRR.

 

Pomalowany w proteście przez działaczy opozycji z czasów PRL

 

Sierp i młot pomalowali czerwoną farbą w sierpniu tego roku dwaj olsztyńscy działacze opozycji z czasów PRL Władysław Kałudziński i Wojciech Kozioł. Jak tłumaczyli, chcieli w ten sposób zaprotestować przeciwko dalszemu tolerowaniu w przestrzeni publicznej symboli totalitaryzmu.

 

Po 1989 r. z inicjatywy lokalnych polityków, osób prywatnych i stowarzyszeń wielokrotnie prowadzono dyskusje o potrzebie rozebrania lub zmiany lokalizacji tego pomnika. Jednak władze miasta uznały, że obiekt wraz z otoczeniem jest objęty ochroną konserwatorską, więc należy go pozostawić.

 

Autorzy akcji pomalowania pomnika powiedzieli, że nie otrzymali jeszcze postanowienia prokuratury, więc nie mogą odnieść się do tej decyzji.

 

IPN wspiera opozycjonistów

 

Władysław Kałudziński poinformował natomiast, że w imieniu stowarzyszenia "Pro Patria" zwrócił się do IPN i uzyskał opinię tej instytucji w sprawie olsztyńskiego pomnika wdzięczności. Jak napisał prezes Instytutu Jarosław Szarek, "obiekt ten należy traktować jako relikt okresu komunistycznej dyktatury".

 

W ocenie szefa IPN forma i treść tego monumentu służyły propagowaniu idei totalitarnej i trudno znaleźć uzasadnienie dla dalszego tolerowania takiego stanu rzeczy. Według niego, uwzględniając artystyczną wartość obiektu, należy podjąć starania o przeniesienie pomnika do galerii sztuki socrealizmu przy Muzeum Zamoyskich w Kozłówce.

 

W ub. roku Kałudziński i Kozioł byli autorami podobnej akcji - skuli litery z pomnika gen. Armii Czerwonej Iwana Czerniachowskiego w Pieniężnie. Wtedy prokuratura umorzyła dochodzenie, uznając, że działali z pobudek patriotycznych, a ich zachowanie miało cechy demonstracji, nie było zaś przejawem lekceważenia obowiązującego porządku prawnego. Kilka miesięcy po ich akcji pomnik w Pieniężnie został rozebrany, a zdemontowane popiersie sowieckiego dowódcy nazywanego "katem AK" władze miejskie przekazały IPN.

 

PAP