Akcja ratunkowa została rozpoczęta niedługo po wypadku we wtorek rano. Strażacy zostali powiadomieni o godz. 6:34. Wysoka fala i silny wiatr, które uniemożliwiają pływanie po jeziorze spowodowały przerwanie akcji. Strażacy, którzy prowadzą akcję zmienili jej charakter. Już nie są to działania ratownicze, tylko poszukiwawcze.

 

Siła wiatru będzie rosnąć

 

- W miejscu, gdzie według świadków zaginął rybak woda ma dwadzieścia metrów głębokości. Poszukiwania trwały od rana. Jutro strażacy znów podejmą próbę znalezienia mężczyzny przy użyciu sonaru i przy udziale płetwonurków, ale prognozy pogody nie są zbyt optymistyczne. Siła wiatru ma niestety rosnąć - powiedział polsatnews.pl mł. bryg. Janusz Kobiela, dowódca Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej z Kartuz.

 

Zapowiedział on także, że strażacy będą przeszukiwać brzegi jeziora, choć - jego zdaniem - jest mało prawdopodobne, aby mężczyzna o własnych siłach wyszedł na brzeg.

 

Wywrotka na falach

 

Do wypadku doszło około godz. 5 rano, gdy rybacy wypłynęli stawiać sieci. Drewniana łódź przewróciła się na fali i trzech mężczyzn wpadło do wody. Jeden dotarł do brzegu wpław, drugi ocalał przy łodzi, a 63-latek nie odnalazł się.

 

- Z relacji świadków wynika, że 63-latek płynął pierwszy, wyprzedził go 19-latek, a trzeci z mężczyzn, 55-letni, cofnął się do przewróconej łódki, bo nie był w stanie dopłynąć do brzegu - powiedział mł. bryg. Kobiela. Gdy nastolatek dopłynął do lądu i obejrzał się za starszym rybakiem, nie zobaczył go już na wodzie.

 

W akcji brały udział jednostki pływające z JRG PSP w Kartuzach oraz z OSP Brodnica, Stężyca i Ostrzyce - stamtąd przywieziono sonar. W poszukiwaniach brała także udział grupa płetwonurków z Kościerzyny.

 

 Do wywrócenia łodzi rybackiej doszło na jeziorze Raduńskim Górnym. 

 

polsatnews.pl