Referendum na Węgrzech w sprawie obowiązkowych kwot osiedlania uchodźców zostało oficjalnie uznane za nieważne z powodu zbyt niskiej frekwencji, ale ponad 98 proc. Węgrów, którzy oddali ważny głos, było przeciw kwotom.

 

"Orban chciał dać nauczkę partnerom z UE"

 

"Le Monde" pisze, że "to referendum pomyślane było jako populistyczny plebiscyt, ale w rezultacie osłabiło jego inicjatora". W komentarzu zatytułowanym "Solidarność nie jest jednokierunkowa", specjalista od spraw europejskich dziennika "Liberation" Jean Quatremer twierdzi, że "Orban chciał dać nauczkę swym partnerom (z UE), pokazując, że wola narodu - zdalnie kierowana i to bardzo - ważniejsza jest niż europejskie państwo prawa".

 

Przypominając o "nie" w holenderskim referendum w sprawie stowarzyszenia UE z Ukrainą, komentator "Liberation" ostrzega, że "organizowanie konsultacji przeciw prawnie przyjętemu tekstowi spowoduje, że zawali się cała architektura instytucjonalna".

 

Publicysta zwraca uwagę, że Węgry, podobnie jak Polska i inne kraje Europy Środkowej i Wschodniej "do maksimum korzystają ze wspólnego rynku i zadowolone są z gwarancji bezpieczeństwa, jakie daje im Unia, nawet jeśli są one względne. Szczególnie gdy Rosja staje się coraz bardziej agresywna, a USA pociąga izolacjonizm".

 

"Solidarność nie jest jednokierunkowa"

 

"Problem w tym, że solidarność nie jest jednokierunkowa, w co wydają się wierzyć dawne demokracje ludowe. Ich czysto materialistyczny stosunek do budowli europejskiej, może zrazić partnerów, którzy liczyć się muszą z własnymi populistami, niezbyt skłonnymi do hojności wobec cudzoziemców, niezależnie od tego czy to Europejczycy, czy nie" - czytamy w "Liberation".

 

Gazeta ostrzega, że podczas zbliżających się rokowań finansowych w UE "Orbanowi i towarzyszom może zostać odpłacone pięknym za nadobne, gdyż Niemcy, którzy najwięcej wkładają do budżetu, nie zamierzają pozostawić bezkarnie afrontu. Tym bardziej, że priorytet Zachodu to nie 27 państw UE, lecz strefa euro".

 

"Pomoże w staraniach o trzeci mandat"

 

Stephan Kovacs w "Le Figaro" sugeruje, że "przywódcy europejscy obawiają się, by (węgierskie) referendum nie stało się kolejnym ciosem w i tak już poturbowaną Unię". Po czym wyraża przekonanie, że "na wewnętrznej scenie politycznej Węgier, siła +nie+ powinna pomóc premierowi w jego staraniach o trzeci mandat".

 

Jak podkreślił Orban, pomimo zbyt niskiej frekwencji, by uznać referendum za ważne, więcej Węgrów wypowiedziało się w plebiscycie przeciw kwotom, niż zagłosowało za przystąpieniem do UE w referendum z 2003 roku.

 

"Gra" nadal otwarta

 

Największa włoska gazeta zaznacza jednocześnie, że "gra" z Europą Środkowo-Wschodnią, która nie chce obowiązkowych kwot migrantów, jest nadal otwarta. "UE nie może walczyć w obronie” - dodaje publicysta "Corriere della Sera".

 

W komentarzu zaznacza, że „nacjonalistyczny populizm" premiera Orbana i jego niezgoda na przyjęcie 1300 migrantów, co przewidywał plan Brukseli, "wychodzą z głosowania ze spektakularnie podbitym okiem zamiast triumfalnie, jak oczekiwał Orban”.

 

Gazeta zauważa, że "kwestia węgierska" jest daleka od rozwiązania, bo - jak stwierdza - szef rządu na pewno wykorzysta przeciwko planowi UE procentowy wynik głosowania, a nie to, jaka była frekwencja.

 

"Zakrywając podbite oko"

 

"Zakrywając podbite oko" - pisze publicysta Franco Venturini - Orban "będzie dalej tłumaczył, że społeczeństwo węgierskie nie chce utraty swej homogeniczności etnicznej i religijnej przyjmując migrantów muzułmańskich, będzie dalej mylił w złej wierze imigrację i terroryzm". Autor komentarza dodaje, że premier Węgier potwierdzi swą rolę "forpoczty" Grupy Wyszehradzkiej i spróbuje namawiać do referendum w innych krajach.

 

Mediolański dziennik zaznacza, że nieważne referendum nie wystarczy, by odblokować propozycje Komisji Europejskiej w sprawie rozesłania uchodźców do wszystkich państw UE. "I to jest zła wiadomość dla Włoch, które zresztą nie oczekiwały cudownego przełomu" - zauważa publicysta, przypominając, że przyjęty przed rokiem plan przewidywał wysłanie 160 tys. migrantów przebywających w tym kraju i w Grecji. Dotąd dokonano relokacji nieco ponad 5 tys. ludzi - zauważa.

 

Dziennik wyraża przekonanie, że Grupie Wyszehradzkiej należy powiedzieć, że brak akceptacji dla zasady solidarności powinien oznaczać zablokowanie pomocy finansowej z Brukseli. "Ale nic takiego się nie wydarzy przed końcem 2017 roku. A obrońcy czystości etnicznej to wiedzą" - konstatuje dziennik.

 

"Polityczna porażka Orbana"

 

Lewicowa "La Repubblica" pisze o politycznej porażce Orbana, a samo referendum nazywa "makabryczną farsą". Według gazety niebezpieczeństwo zostało "odsunięte" i UE może odetchnąć z „umiarkowaną ulgą”, ale konflikt wokół kwot migrantów pozostaje.

 

Na tych łamach nie brak krytyki pod adresem państw Grupy Wyszehradzkiej. Jak napisano, "rządzący ze wschodu Europy pod wodzą Orbana uważają, że na globalne wyzwanie migracji ludności w ucieczce przed wojnami na Bliskim Wschodzie lub ubóstwem na kontynencie afrykańskim można odpowiedzieć odbudową tego, co przez pół wieku było powodem ich cierpienia: nowej żelaznej kurtyny".

 

PAP