Hamilton prowadził w wyścigu do 41. okrążenia, miał prawie 21 s przewagi nad Australijczykiem Danielem Ricciardo z Red Bulla, gdy silnik w jego bolidzie się zapalił i obrońca tytułu musiał się wycofać.

 

- Nie czuję się dobrze, gdy staję przed problemem i nic na to nie mogę poradzić. W pozostałych do końca sezonu pięciu wyścigach mogę liczyć tylko na swoich mechaników. Ale nie wiem, czy im się uda rozwiązać wszystkie problemy - dodał wyraźnie rozgoryczony Hamilton, którego strata do partnera z teamu Niemca Nico Rosberga, który na torze Sepang zajął trzecie miejsce, wzrosła już do 23 pkt.

 

Brytyjczyk wprost zażądał od swojego zespołu wyjaśnień dotyczących powodów awarii jego jednostek napędowych.

 

"W sporcie trzeba mieć szczęście"

 

Dobrym humorem tryskał natomiast zwycięzca wyścigu Ricciardo. Australijczyk, który cieszył się z czwartego w karierze zwycięstwa w wyścigu Formuły 1, na które czekał ponad dwa lata, przyznał, że tym razem on miał więcej szczęścia od rywali.

 

- Nie wiem, co by się wydarzyło, gdyby nie awaria Lewisa. On miał przecież sporą przewagę i sądzę, że nie miałbym wiele szans na to, aby go wyprzedzić. Ale w sporcie trzeba mieć szczęście, dzisiaj ono mi dopisało - zaznaczył sensacyjny zwycięzca wyścigu, którego zespół na dublet (drugie miejsce wywalczył też kierowca Red Bulla Holender Max Verstappen) czekał od Grand Prix Brazylii w 2013 roku.

 

PAP