"Prokuratura Okręgowa w Szczecinie prowadzi śledztwo ws. o czyn z artykułu 231 par. 1 kodeksu karnego dotyczące zaginięcia czterech tomów akt z Sądu Rejonowego w Elblągu" - powiedział w piątek rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Szczecinie Damian Kordykiewicz. Jak dodał, śledztwo jest prowadzone w sprawie i nikomu nie przedstawiono zarzutów.

 

Prowadzone w szczecińskiej prokuraturze śledztwo nie jest nowe, zostało jej przekazane do dalszego prowadzenia - przypomniał Kordykiewicz. Śledztwo przekazano prokuraturze w celu "wyłączenia prób pomówienia o brak obiektywizmu, czy stronniczość" - dodał rzecznik. "Ze względu na charakter śledztwa dalszych informacji nie udzielamy" - powiedział pytany o jego szczegóły.

 

Wiceprezes Sądu Rejonowego w Elblągu Patrycja Wojewódka odmówiła bliższych informacji nt. zaginięcia akt, powołując się na "tajemnicę śledztwa".

 

Pytana, czy do zaginięcia akt doszło w elbląskim sądzie, czy też nie wróciły one z wypożyczenia do prokuratury odpowiedziała, że wszystko to ustala właśnie prokuratura. - Wszystkie okoliczności są weryfikowane w toku postępowania przygotowawczego - dodała.

 

Wojewódka poinformowała, że Sąd Rejonowy w Elblągu z urzędu wszczął postępowanie o odtworzenie tych czterech tomów. - Akta te zostały odtworzone w całości, w takim stanie, w jakim były pierwotnie - zapewniła.

 

Jak wyjaśniła, procedurę w takich przypadkach określa kodeks postępowania karnego, a postępowanie przeprowadza organ, który stwierdził zaginięcie akt. - Taka procedura została automatycznie przez sąd wdrożona i w bardzo szybkim okresie zakończona. Tak więc sąd dysponuje tym materiałem - powiedziała.

 

Akta odtwarzane od roku

 

Według sędzi procedura odtworzenia akt zaczęła się 15 lutego 2016 r. (termin wszczęcia postępowania) i zakończyła 4 kwietnia 2016 r. (postanowieniem o odtworzeniu akt w całości).

 

O śledztwie szczecińskiej prokuratury poinformowała w piątek TVP Info. - Akta przed zaginięciem były w 2015 roku wypożyczone przez śledczych z gdańskiej prokuratury apelacyjnej, którzy prowadzą śledztwo po śledztwie w sprawie zabójstwa Krzysztofa Olewnika. Nie wiadomo do końca, po co oskarżyciele brali akta. Mieli u siebie kopie tych akt, bo to oni oskarżali biegłych z Olsztyna - mówi nasz informator. Akta, dzięki kopii, która była w Gdańsku, udało się otworzyć. Pozostało jednak pytanie, czy oryginały miały te same karty co kopie? - donosi portal.

 

Akt oskarżenia w sprawie pracowników policyjnego laboratorium kryminalistycznego w Olsztynie trafił do elbląskiego sądu 1 marca 2013 r. Zostali oni oskarżeni o niedopełnienie obowiązków i sfałszowanie wyników badań DNA szczątków Krzysztofa Olewnika. Przed sądem odpowiadają była szefowa laboratorium olsztyńskiej komendy wojewódzkiej policji Jolanta D. oraz biegły medycyny sądowej Bogdan Z.

 

Porwanie Krzysztofa Olewnika

 

Najbliższa rozprawa w tej sprawie wyznaczona jest przed elbląskim sądem na 10 listopada 2016 r.

 

Po porwaniu Olewnika w październiku 2001 r. sprawcy kilkadziesiąt razy kontaktowali się z jego rodziną, żądając okupu. W lipcu 2003 r. porywaczom przekazano 300 tys. euro, jednak Olewnik nie został uwolniony. Jak się później okazało, miesiąc po odebraniu przez przestępców pieniędzy, został zamordowany. Jego ciało zakopano w lesie w pobliżu miejscowości Różan (Mazowieckie). Odnaleziono je w 2006 r.

 

PAP