Protestujący sprzeciwiają się budowie linii wysokiego napięcia z Kozienic do Ołtarzewa przez ich gminy, bo nie wiedzieli o jej planowaniu, kiedy budowali tam domy i osiedlali się. Teraz żądają zmiany decyzji i przesunięcia inwestycji.

 

Miało być inaczej

 

Zgodnie z decyzją z końca maja tego roku linia nie powinna przebiegać przez miejscowości Kozienice i Ołtarzew, a wzdłuż drogi krajowej nr 50 i autostrady S2. Tak postanowiono po kilkunastu miesiącach konsultacji.

 

- Wybrano najmniej uciążliwy wariant. My byliśmy uspokojeni, myśleliśmy, że to koniec tej sytuacji. Później 2 sierpnia otrzymaliśmy ten nieszczęsny komunikat zarządu, że zmieniono trasę. Jest on nie merytoryczny, nie zgadzamy się, będziemy protestować do skutku - powiedział jeden z mieszkańców poszkodowanych miast.

 

Bezwartościowe nieruchomości

 

Zmiana trasy oznacza spadek wartości nieruchomości. - To również obawy o przyszłość naszych dzieci, przyszłość naszych rodzin. Niech ktoś wreszcie policzy, ile tych strat materialnych wszystkie nasze rodziny poniosą. Nie ma żadnych odszkodowań, to grosze, jednorazowe użyczenie za przebieg. Jest źle, jest katastrofa - dodał mężczyzna.

 

W związku z protestem mieszkańców w ruchu wylotowym ze stolicy pojawiły się utrudnienia: na trasie katowickiej we wsi Oddział i na trasie krakowskiej w Pamiątce. Dwie drogi dojazdowe do Warszawy, krajowa siódemka i ósemka będą zablokowane przez kilka godzin.

 

 

Nie chcą linii energetycznej

 

To już kolejny w tym roku protest mieszkańców mazowieckich gmin, przez które ma przebiegać linia energetyczna najwyższych napięć z Kozienic do Ołtarzewa. Zdaniem protestujących inwestycja wpłynie negatywnie m.in. na jakość wody. Natomiast sadownicy z Grójca uważają, że linia 400 kV wpłynie negatywnie na jakość ich upraw.

 

Polskie Sieci Elektroenergetyczne przekonują, że linia energetyczna najwyższych napięć z Kozienic do Ołtarzewa jest bardzo ważną inwestycją. Według PSE linia posłuży do wyprowadzenia mocy z budowanego największego w Polsce bloku energetycznego 1070 MW w elektrowni w Kozienicach. Ma też dostarczać energię nie tylko do rozrastającej się aglomeracji warszawskiej i samej Warszawy, ale też centralnego i północnowschodniego regionu Polski. W sumie dla co najmniej kilku milionów ludzi.

 

Polsat News