W trakcie swojej drogi do powierzchni komety sonda przesłała wiele zdjęć przedstawiających dokładne detale kometarnego jądra. Nie wiadomo jednak, co dokładnie stało się po zetknięciu sondy z powierzchnią komety, bowiem tuż przed tym wydarzeniem wyłączono wszystkie instrumenty na pokładzie Rosetty.

 

Upadek nie był gwałtowny, lecz kwestia, czy sonda odbiła się parę razy od powierzchni, zanim na niej osiadła (tak ja to było w przypadku lądownika Philae), czy uległa jakiemuś uszkodzeniu, pozostanie bez odpowiedzi.

 

Upadek na powierzchnię komety nastąpił w piątek o godz. 12.39 polskiego czasu, ale odległość sondy od Ziemi jest na tyle duża, że trzeba było kolejnych 40 minut, aby ostatnie sygnały od Rosetty dotarły do anten odbiorczych ESA. Potwierdzenie uzyskano o godz. 13:19. Naukowcy z ESA tłumaczą, że zdecydowali się na kontrolowany upadek na powierzchnię komety, gdyż chcieli zakończyć misję w pełni sprawną sondą i w sposób spektakularny.

 

Pierwsze lądowanie na jądrze komety

 

Misja Rosetta zaowocowała kilkoma historycznymi momentami. Jej elementem było pierwsze lądowanie na jądrze komety (lądownik Philae). Po raz pierwszy śledzono też kometę z bliska aż przez dwa lata i to w trakcie jej przejścia przez peryhelium. Rosetta krążyła wokół komety 67P/Czuriumow-Gierasimienko od 6 sierpnia 2014 roku, czyli prawie przez 26 miesięcy. Dodatkowo w trakcie swojej podróży do komety minęła dwie planetoidy. Na Ziemię przesłała olbrzymie ilości zdjęć i danych naukowych.

 

W projekcie udział brali naukowcy z Polski, zarówno przy analizie danych naukowych, jak i przy konstrukcji elementów instrumentów naukowych (elementy penetratora gruntu dla lądownika Philae).

 

Koniec misji sondy to jednak nie koniec analizy danych przez nią zebranych. Będą przydatne naukowcom jeszcze przez wiele lat.

Cała misja Rosetta kosztowała 1,4 miliarda euro. Był to koszt zbudowania sondy, instrumentów naukowych, jej wystrzelenia, a potem prowadzenia całej misji od 2004 roku.

 

PAP