Grzegorz L. został objęty dozorem policyjnym. Musi cztery razy w tygodniu zgłaszać się na komisariat  właściwy ze względu na jego miejsce zamieszkania. Zatrzymano mu paszport.


Mężczyzna przez sześć lat był konwojentem jednej z warszawskich agencji ochrony. Pracował sam. 19 sierpnia odebrał utarg z supermarketów i zniknął z 1,2 mln zł.

 

"Zadzwonił, że dużo dłużej mu się zejdzie"


Śledczy ustalili wówczas, że po kradzieży, taksówką pojechał na Dworzec Wileński w Warszawie. Tam ślad po nim zaginął. Oprócz pieniędzy zabrał ze sobą pistolet i ponad 60 sztuk amunicji.

 

- O godzinie 17:40 zadzwonił i stwierdził, że dużo dłużej mu się zejdzie, żebym nie czekała na niego. Po godzinie 3 już przyjechała policja - opowiadała w programie "Interwencja" Ewa L., żona konwojenta.


- Taki trochę skryty jest. Nie ma wielu przyjaciół, o kolegach nie wiem nic. On nawet nie wiedziałby, co z tymi pieniędzmi zrobić, nie był strategiem. Wszystkimi pieniędzmi w domu rządziłam ja - dodała.

 

Jeździł sam


Grzegorz L. w firmie ochroniarskiej od dłuższego czasu sam konwojował pieniądze. Czasami olbrzymie kwoty.


- Przewoził miliony. Czasami sam się bał. Wiele lat pracował w konwojach, znał przepisy i wiedział, gdzie jest łamane prawo. Doskonale zdawał sprawę z tego, że nie powinien sam jeździć - powiedziała Ewa L.


Jej mąż jeździł tzw. dronem. Tak w żargonie pracowników ochrony nazywa się samochody, które są obsługiwane przez jednego człowieka, który sam odbiera pieniądze i sam je przewozi. To niezgodne z prawem. W ustawie o ochronie osób i mienia czytamy:


paragraf  9, pkt 3: Osoba transportująca nie może jednocześnie kierować bankowozem i wykonywać zadań konwojenta.
paragraf  9, pkt 4: Osoba kierująca bankowozem nie może jednocześnie wykonywać zadań osoby transportującej lub konwojenta.

 

Myślał, że jak się sprzeciwi, to go zwolnią

 

- Kłóciliśmy się o to, że jeździ sam, bo często dzwonił spocony, mówił: Ewa, mam tyle pieniędzy na samochodzie, że nawet boję się myśleć, co by się stało. Myślał, że jak się sprzeciwi, to go zwolnią - powiedziała Ewa L.


Jej mąż wpadł w ręce policji w połowie grudnia 2015 r. Został zatrzymany po stłuczce drogowej w okolicach Kazimierza Dolnego. Przez 4 miesiące od kradzieży mężczyzna zdążył wydać część pieniędzy, m.in. kupił sobie luksusowe auto. W wynajmowanym mieszkaniu pod Puławami oprócz pieniędzy znaleziono magazynki z amunicją.

 

polsatnews.pl, "Interwencja"