Wraz z B. prokuratura oskarżyła także przedsiębiorcę Macieja W., który - według prokuratury - miał działać z B. "wspólnie i w porozumieniu".

 

W środę na sali sądowej obecny był tylko W. - Nie przyznaję się do dokonania czynu, korzystam z prawa do odmowy wyjaśnień i nie będę odpowiadał na żadne pytania - powiedział po odczytaniu aktu oskarżenia.

 

B. nie był obecny w sądzie - ale zgodnie z aktualnymi przepisami - nie blokuje to rozpoczęcia procesu. W śledztwie także B. nie przyznał się do postawionych zarzutów.

 

Przed rozpoczęciem sprawy sąd oddalił pisemny wniosek B. o zwrot sprawy do prokuratury w celu uzupełnienia materiału dowodowego m.in. o kwestie dotyczące bankowych standardów obowiązujących podczas przelewów dużych kwot. - Sąd nie będzie przekazywał sprawy do prokuratury, gdyż ewentualne dokonanie tych czynności przez sąd nie będzie powodować znacznych trudności - wskazała sędzia Katarzyna Stasiów.

 

Zarzuty sprzed dwóch lat

 

Warszawska prokuratura postawiła obu mężczyznom zarzuty w kwietniu 2014 r. Informowała wówczas, że pieniądze, których dotyczy sprawa, wpłacono w styczniu 2014 r. na rachunek bankowy w Polsce, a - jak się okazało - pochodziły one z oszustwa dokonanego na niekorzyść jednej ze spółek w Szwajcarii. Prokurator wydał wtedy postanowienie o zabezpieczeniu tych środków.

 

O sprawie informowały wtedy także media pisząc, że pieniądze pochodziły z rozpowszechnionego w Europie Zachodniej tzw. oszustwa na prezesa. Jak pisano, nieustaleni dotychczas oszuści pod koniec 2013 r. podszywając się pod szefa holdingu lotniczo-kosmicznego - m.in. podczas rozmów telefonicznych i wysyłanych fałszywych maili - doprowadzili do wyłudzenia z jednej ze spółek zależnych od holdingu ponad 9 mln euro.

 

W styczniu 2014 r. po wykryciu oszustwa spółka zwróciła się do banku o blokadę przelanych pieniędzy. "Bank wysłał komunikat do banków, ale udało się zablokować tylko 2,7 mln euro, które przelano na konto w Polsce" - pisała przed ponad rokiem "Gazeta Wyborcza".

 

Kodeks karny przewiduje dla tego, kto środki płatnicze, pochodzące z korzyści związanych z przestępstwem, przyjmuje, przekazuje albo podejmuje inne czynności, które mogą udaremnić lub utrudnić stwierdzenie ich przestępnego pochodzenia, karę od 6 miesięcy do 8 lat więzienia. Jeżeli sprawca dopuszcza się czynu wraz z innymi osobami lub osiąga przy tym "znaczną korzyść majątkową", podlega karze do 10 lat więzienia (ten przepis dotyczy B. i W.).

 

Termin kolejnej rozprawy Sąd Okręgowy w Warszawie wyznaczył na 1 grudnia. Wiadomo, że wśród świadków będą m.in. pracownicy banków. Niewykluczone, że w późniejszych terminach sąd zdecyduje się wezwać jako świadków także obywateli Szwajcarii m.in. z oszukanej spółki.

 

W listopadzie zeszłego roku B. został skazany w pierwszej instancji na pięć lat więzienia w innej sprawie dotyczącej wyłudzeń za pomocą tzw. piramidy finansowej. Sąd nałożył wtedy na B. i drugiego oskarżonego obowiązek naprawienia wielomilionowej szkody. W tamtej sprawie w latach 2005-2007 oszukano ok. 170 osób, które zainwestowały łącznie ponad 33,5 mln zł.

 

Afera sprzed dwóch dekad

 

Z kolei sprawa Art-B, w której skazany został B., była najgłośniejszą aferą początków III RP. B. ze wspólnikiem Andrzejem Gąsiorowskim mieli, omijając prawo za pomocą tzw. oscylatora, zarobić 4,2 bln ówczesnych zł (420 mln dzisiejszych zł). W 1991 r. wspólnicy uciekli z Polski i osiedli w Izraelu. Bogusław B. został w 1994 r. zatrzymany w Szwajcarii, wydany Polsce i skazany w 2000 r. na 9 lat więzienia.

 

W 2014 r. prokuratura badająca sprawę Gąsiorowskiego umorzyła z powodu przedawnienia wątek śledztwa dotyczący tzw. oscylatora. To śledztwo ostatecznie zakończono w 2015 r., gdy do sądu trafił akt oskarżenia wobec Gąsiorowskiego dotyczący zarzutu przywłaszczenia w latach 1990-91 mienia spółki Art-B. Zarzut mówił o blisko 71,8 mln zł - w przeliczeniu na obecne złotówki.

 

Na początku lipca 2015 r. Sąd Okręgowy w Kaliszu umorzył sprawę Gąsiorowskiego ze względu na jej przedawnienie. Gąsiorowski - który zgodził się wtedy na podawanie swojego nazwiska - mówił, że żałuje, iż został pozbawiony możliwości stwierdzenia przez sąd jego niewinności.

 

PAP