Anna Thulin-Myge wygląda jak typowa norweska dziewczynka, ale urodziła się, jako chłopiec. Anna jest jednym z dziewięciorga dzieci, które skorzystały z niedawno wprowadzonych przepisów. - Nie tęsknię za Adrianem. Już zawsze chcę być Anną - mówi.

 

Dodaje, że w szkole, do której chodziła, ciągle była pytana: jesteś chłopcem czy dziewczynką? - Było mi smutno. Czasami nie chciałam chodzić do szkoły. Ale teraz jestem szczęśliwa, bo nikt mnie już o to nie pyta - stwierdza.

 

"Norwegia widzi w niej dziewczynkę"

 

Mama Anny, Siri Oline Myge, uważa, że "to piękne, że Norwegia potrafi zobaczyć w niej dziewczynkę, którą ona się czuje".

 

Norweskie prawo umożliwia dzieciom od 6 roku życia zmianę płci. Wymagana jest jedynie zgoda rodziców.

 

Nowe przepisy zakładają, że do zmiany płci nie potrzeba trwającej wiele lat terapii hormonalnej ani interwencji chirurga. Dzieciom wolno przyjmować jedynie leki hormonalne. Z operacją muszą czekać do pełnoletności.

 

"Płeć elementem tożsamości"

 

- W tych przepisach ważne jest to, że uznają płeć za element tożsamości. To człowiek ma prawo określić, do której płci chce się zaliczać To ogromny krok naprzód. Poprzednie przepisy były straszne - mówi Eirik Aimar Engebretsen, prawnik norweskiej organizacji na rzecz równości płciowej.

 

Jak podkreśla Bent Hoie, minister zdrowia Norwegii, nie było wielu głosów przeciwnych temu prawu. - Wielu ludzi zastanawiało się, czy to konieczne, ale kiedy się im to wyjaśni, większość Norwegów mówi: tak, właśnie tak powinno być. Kilka osób opowiedziało swoje historie. Mieliśmy na ten temat serial telewizyjny. Słyszeliśmy historie dzieci - to otworzyło umysły społeczeństwa na te kwestie i umożliwiło podjęcie tego ważnego kroku - powiedział.

 

Polsat News