Prezydent Egiptu Abd el-Fatah es-Sisi oświadczył w poniedziałek, że Egipcjanie muszą współpracować z władzami, aby uniknąć powtórki tragedii z ubiegłego tygodnia, kiedy to u egipskich wybrzeży zatonęła łódź z kilkuset migrantami. Zginęło co najmniej 170 osób.

 

W pierwszym publicznym wystąpieniu poświęconym zatonięciu łodzi Sisi podkreślił, że rząd nie jest w stanie sam kontrolować całego rozległego terytorium i granic morskich. "Jako państwo, wraz z jego instytucjami, jesteśmy oddani sprawie ochrony granic i zapobiegania podobnym zdarzeniom, ale społeczeństwo musi dołączyć się do tych wysiłków, aby nigdy się to nie powtórzyło" - oznajmił.

 

W wystąpieniu telewizyjnym Sisi zapewnił Egipcjan, że władze czynią wszystko, co możliwe, aby ożywić gospodarkę 91-milionowego kraju, ale zaapelował jednocześnie o cierpliwość. Fakt, że na pokładzie łodzi, która zatonęła w ubiegłym tygodniu, było wiele dzieci bez opieki i młodych samotnych mężczyzn zmierzających do Europy Zachodniej, unaocznił trudną sytuację gospodarczą Egiptu, z dwucyfrowym bezrobociem i galopującą inflacją.

 

"Jest nadzieja, ale nie będziemy w stanie przezwyciężyć wszystkich trudności w ciągu jednego, dwóch czy czterech lat. To zabierze czas" - mówił Sisi.

 

Rośnie liczba ofiar

 

Krótko wcześniej przedstawiciel ministerstwa zdrowia ogłosił, że pięć dni po zatonięciu łodzi bilans ofiar śmiertelnych wynosi 170. Liczba ta zapewne wzrośnie, ponieważ istnieje obawa, że wielu pasażerów zostało uwięzionych wewnątrz wraku, który - jak się szacuje - znajduje się na głębokości ok. 15 metrów w odległości 18 km od wybrzeży Egiptu.

 

Według egipskiej agencji MENA w łodzi, która zatonęła w środę, mogło być nawet 600 osób, a wśród ofiar byli migranci egipscy, sudańscy i pochodzący z innych krajów afrykańskich, a także Syryjczycy. Według Biura Wysokiego Komisarza NZ ds. Uchodźców (UNHCR) w łodzi było 450 ludzi.

 

Dotychczas nie jest jasne, dokąd płynęła jednostka, choć zdaniem niektórych źródeł w służbach bezpieczeństwa Egiptu celem były Włochy. Pomoc ze strony straży przybrzeżnej nadeszła w sześć godzin od zatonięcia; pierwsze udzieliły jej załogi płynących w pobliżu łodzi rybackich.

 

PAP