- Pierwszą edycję zaczynaliśmy w dwa auta, potem było kilkanaście, sto, a w tym roku wyjechało ok. 450 ekip, dzięki którym już teraz mamy na koncie ponad 916 tys. zł. To dotychczasowy rekord  - powiedziała organizatorka Martyna Kinderman.

 

Nikt nie ma klimatyzacji

 

Tym razem trasa wiedzie do Tunezji przez sycylijskie Palermo. Kinderman wyjaśniła, że tegoroczna meta jest nietypowa, bo niejako dwustopniowa - uczestnicy mogą wybrać, czy dojadą tylko do Palermo (ok. 2,5 tys. km w cztery dni), czy dalej, promem do Tunezji.

 

- Trasa będzie ciepła, co też nie wróży dobrze, bo nikt nie ma przecież klimatyzacji - dodała organizatorka.

 

Uczestnicy tego nietypowego rajdu na wyprawę ruszają samochodami produkcji lub konstrukcji z czasów PRL. Na starcie nie zabrakło więc ikon polskiej motoryzacji - fiatów 126 i 125 p, a także pojemnych żuków. Były też skody, NRD-owskie wartburgi, radzieckie łady.  - Mamy też wołgi, warszawy, honkery, velorexy czy niewiadówki, które jadą za dużym fiatem - dodała Kinderman.

 

"Wieczna dłubanina"

 

Co jest zabawne, nawet na starcie dużo osób jeszcze coś naprawia, reperuje, silniki wyciąga - te auta to wieczna dłubanina i nigdy nie ma pewności, że wszyscy dojadą" - podkreśliła.

 

Uczestnicy rajdu sami pokrywają wszelkie koszty, podczas wyprawy zdani są tylko na siebie. Rajd Złombol ma charakter charytatywny - zebrane pieniądze przeznaczone są dla dzieci ze śląskich domów dziecka.

 

PAP