Protesty wybuchły we wtorek wieczorem po zastrzeleniu 43-letniego Keitha Lamonta Scotta w osiedlu w północno-wschodniej części miasta. Jeszcze w środę rano trwały na autostradzie międzystanowej 85, gdzie zebrały się dziesiątki ludzi. Odcinek autostrady został zamknięty w obu kierunkach. Według relacji telewizyjnych protestujący napadali na samochody dostawcze i podpalali na autostradzie przewożone przez nie towary - poinformowała agencja AP.

 

 

 

Wcześniej duża grupa demonstrujących zgromadziła się w pobliżu miejsca, w którym zastrzelony został czarnoskóry mężczyzna. Protestujący niszczyli oznakowane wozy policyjne; kilkunastu funkcjonariuszy zostało rannych, w tym jeden uderzony w twarz kamieniem. Policja użyła gazu łzawiącego, żeby rozproszyć tłum.

 

Część demonstrujących skandowała: "Życie czarnoskórych ma znaczenie" i "Ręce do góry, nie strzelać".

 

Policja twierdzi, że miał broń

 

Jak poinformował w oświadczeniu rzecznik Keith Trietley, policjanci z Charlotty przyjechali we wtorek po innego podejrzanego, gdy zobaczyli Scotta, który wysiadał z samochodu z bronią, po czym się cofnął. Gdy do pojazdu zbliżyli się funkcjonariusze, Scott ponownie wyszedł z auta z bronią. Policjanci uznali, że mężczyzna stwarza "bezpośrednie zagrożenie" i przynajmniej jeden z nich oddał strzał. Scott został przewieziony do szpitala, gdzie stwierdzono zgon.

 

Demonstranci i rodzina zabitego mężczyzny kwestionują doniesienia jakoby był on uzbrojony.

 

Do niepokojów w Charlotte doszło kilka godzin po innej demonstracji w mieście Tulsa w Oklahomie, gdzie w ubiegłym tygodniu biała policjantka zastrzeliła nieuzbrojonego czarnoskórego mężczyznę. Setki ludzi zebrały się przed komendą policji domagając się zwolnienia ze służby funkcjonariuszki.

 

PAP