Konaszenkow powiedział, że "aparat latający wleciał w sektor Orum al-Kubra, gdzie znajdowała się kolumna pojazdów, kilka minut zanim stanęła ona w ogniu; opuścił to miejsce 30 minut później". Zdaniem rzecznika, Predator wystartował z tureckiej bazy lotniczej Incirlik. Przypomniał przy tym, że tego rodzaju drony mogą być uzbrojone w pociski powietrze-ziemia.

 

- Tylko właściciele drona wiedzą, co on tam robił w tym momencie i jakie zadania wykonywał - powiedział Konaszenkow, zaznaczając, że Rosja nie wysnuwa żadnych wniosków z faktu obecność drona nad miejscem ataku.

 

Generał po raz kolejny odrzucił sugestie, że Rosja ma cokolwiek wspólnego z atakiem na konwój. Stanowczo zaprzeczył, by na miejscu były wówczas rosyjskie samoloty. Jego zdaniem Zachód wysuwa takie zarzuty, by odwrócić uwagę opinii publicznej od przeprowadzonego w sobotę przez koalicję pod wodzą USA nalotu na pozycje syryjskich żołnierzy w pobliżu lotniska w mieście Dajr az-Zaur na wschodzie Syrii.

 

Atak na konwój z pomoca humanitarną

 

ONZ informowała, że w poniedziałek wieczorem ostrzelanych z powietrza zostało 18 ciężarówek jadących w konwoju z pomocą humanitarną ONZ i Syryjskiego Arabskiego Czerwonego Półksiężyca (SARC) dla prowincji Aleppo. Dzień później ONZ zmieniła opis ataku, twierdząc, że nie jest w stanie ustalić, czy rzeczywiście był to nalot. Zginęło ok. 20 osób, a część ładunku została zniszczona.

 

W następstwie ataku ONZ zawiesiła wszystkie konwoje z pomocą humanitarną dla Syrii, a Czerwony Krzyż - pomoc dla czterech miast do czasu, gdy jego pracownikom zostanie przywrócone bezpieczeństwo.

 

PAP