Po wystąpieniu w siedzibie agencji Thomson Reuters na Manhattanie prezydent odpowiadał na pytania mediów. Dziennikarze interesowali się, jak UE i Polska radzą sobie z problemami Europy takimi jak kryzys uchodźczy i kryzys polityki integracji w UE.


Polski prezydent podkreślił potrzebę zmian w UE - jak to ujął - w kierunku luźniejszego związku państw zachowujących narodową suwerenność.


Unia - ocenił prezydent - niepotrzebnie mnoży zakazy, tworzone przez biurokrację.


"Poparcie dla naszego członkostwa w UE jest ogromne"


Prezydent podkreślił, że Polska jest krajem mocno zakorzenionym w Europie i polskie społeczeństwo popiera członkostwo w UE w większym stopniu niż społeczeństwa państw Europy Zachodniej.


- Pamiętamy czasy, gdy Polska była krajem zamkniętym, kiedy nie miała wolności. Więc moje pokolenie rozumie, że Unia Europejska oznacza wolność - swobodę przemieszczania się, wyboru miejsca pracy itd. Dlatego poparcie dla naszego członkostwa w Unii jest nadal ogromne - powiedział.


"Koncert mocarstw europejskich"


Zaznaczył jednak, że model integracji europejskiej forsowany przez kierownictwo UE albo najsilniejsze europejskie mocarstwa wywołuje skutek odwrotny do zamierzonego. - Unia powinna być związkiem wolnych narodów i równych państw. To jest klucz do tego, aby Europa przyszłości była bardziej atrakcyjna - oświadczył.


Podkreślił, że aby tak się stało, "potrzebne jest uznanie wzajemnych interesów i racji” wszystkich krajów, tymczasem obecnie politykę UE dyktują jej największe mocarstwa. Powiedział, że "może się to skończyć »koncertem mocarstw« europejskich", jak w Europie XIX i na początku XX w., co "doprowadziło do dwóch wojen światowych".


"Nie wiemy ilu potencjalnych terrorystów jest wśród migrantów"


Duda przypomniał, że kryzys z uchodźcami został częściowo rozładowany dzięki porozumieniu z Turcją i wspólnej akcji kontroli zewnętrznych granic UE, w której uczestniczy także Polska. Dodał, że ważna jest także kwestia asymilacji uchodźców przybywających z krajów Biskiego Wschodu i Afryki Północnej.


- To są nie tylko uchodźcy, są także imigranci ekonomiczni. Wielu przybyło anonimowo. Nie wiemy, ilu jest wśród nich potencjalnych terrorystów. Ta obawa ciągle istnieje - powiedział prezydent, wspominając, że można się obawiać napływu ekstremistów z Państwa Islamskiego.


"Nie można ludzi przymusowo osiedlać w określonych krajach"


Duda przypomniał, że polski rząd od początku był przeciwny systemowi kwotowemu, według którego kraje członkowskie UE musiałyby przyjąć określoną liczbę uchodźców.


- To by oznaczało przymus. Myśmy się na to nie godzili, bo system taki naruszał prawa człowieka. Nie można ludzi przymusowo osiedlać w określonych krajach - powiedział.


Zaznaczył jednocześnie, że Polska "jest otwarta", nie zamknęła swoich granic, a ponieważ "uchodźcy do Polski nie przybywają, rząd RP gotów jest pomagać krajom posiadającym u siebie obozy dla uchodźców". Dla rozwiązania problemu - przypomniał - konieczne byłoby jednak zakończenie wojny domowej w Syrii.


Zapytany o stosunki polsko-amerykańskie Duda odpowiedział, że Polsce zależy teraz szczególnie na bezpieczeństwie energetycznym, w czym USA mogłyby pomóc, sprzedając Polsce i innym krajom europejskim swój gaz ziemny. Zwrócił uwagę, że przyczyniłoby się to do obniżenia cen gazu. Eksport amerykańskiego gazu - w jego opinii - mógłby też zmniejszyć zależność Europy od dostaw gazu z Rosji.

 

PAP