Projekt, który łódzcy leśnicy prowadzą wspólnie z Komitetem Ochrony Orłów, rozpoczął się wiosną. Jeszcze przed powrotem bocianów czarnych z Afryki, w dwóch gniazdach na wysokości ok. 20 m nad ziemią zamontowano kamery z możliwością nagrywania w podczerwieni.

 

Przez cały sezon lęgowy w internecie transmitowane były sceny z życia dwóch par bocianów. Po tym jak trzy pisklęta, które wykluły się w gnieździe zbudowanym na dębie zostały porwane przez jastrzębia, jedynymi bohaterami tego "serialu" zostały dwa młode ptaki wychowywane w gnieździe na sośnie.

 

Pisklęta z nadajnikami

 

Na początku lipca pisklęta - każde z nich ważyło wówczas już ponad 3 kg - zostały wyposażone w miniaturowe nadajniki o wadze 26 g. Lokalizatory umożliwiają długoterminowe monitorowanie wędrówki ptaków. Urządzenia mają baterie solarne i pamięć rejestrującą ok. 130 tys. pozycji GPS; są aerodynamiczne, wodoodporne i nie przeszkadzają ptakom w normalnej aktywności. Oprócz pozycji GPS odnotowują aktywność ptaków, wysokość na jakiej lecą i temperaturę.

 

- Dzięki lokalizatorom wiemy dokładnie, co obecnie dzieje się z naszymi bocianami. Starszy z nich początkowo nie wypuszczał się zbyt daleko, spędzał noce w dolinie rzeki Ner w Łódzkiem. 6 września odleciał 70 km na południe. Myśleliśmy, że już rozpoczął wędrówkę do Afryki. Tymczasem tego samego dnia po południu przemieścił się kolejne 70 km na północ, by zatrzymać się nad akwenem Jeziorsko - wyjaśniła Hanna Bednarek-Kolasińska, rzeczniczka łódzkiej Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych. O wiele śmielej poczyna sobie młodszy bocian, który już pod koniec sierpnia opuścił granice Polski. Ostatnia informacja o jego aktywności pochodzi z 3 września - odnotowano, że żerował w okolicach rzeki Seret w Rumunii.

 

- Bociany nie są w swojej wędrówce samotne. Dołączają do grup bardziej doświadczonych ptaków, które już znają drogę do Afryki. Aktywność młodszego ptaka trochę nas zaskoczyła, bo był on mniejszy i później opuścił rodzinne gniazdo. Prawdopodobnie dołączył do grupy, która kieruje się od razu na zimowisko - dodała rzeczniczka RDLP.

 

Mapa podróży na Facebooku

 

Mapki z trasami przelotu bocianów są publikowane na Facebooku. Z wcześniejszych badań ornitologicznych wynika, że czarne bociany wybierają zwykle drogę do Afryki przez Bosfor i Dardanele - mają wówczas do pokonania 7 tys. km. Część ptaków decyduje się jednak na lot przez Gibraltar - to ok. 6 tys. km. Bociany czarne - inaczej niż ich biali kuzyni - lecą wyłącznie nad lądem.

 

- Już pierwsze obserwacje są dla nas ciekawe, bo chcieliśmy dowiedzieć się np. czy oba bociany wylecą z gniazda jednocześnie i będą trzymać się razem - już wiemy, że nie. W czasie gdy młodszy od razu skierował się na południe, starszy wciąż niby odlatywał, a potem powracał do gniazda i korzystał z pokarmu przynoszonego przez rodziców. Niewykluczone, że każdy z nich wybierze inną drogę do Afryki - zaznaczyła Bednarek-Kolasińska.

 

 

Projekt ma także cel badawczy. Według ornitologa prof. Piotra Zielińskiego z Uniwersytetu Łódzkiego, do tej pory nie wiadomo z całą pewnością, gdzie zimują bociany czarne wyklute w Polsce - istnieje jedynie kilka pojedynczych doniesień o ptakach znalezionych lub zastrzelonych w Ugandzie, Etiopii i Egipcie.

 

Polski bociek afrykańskim przysmakiem

 

Ornitolodzy mają nadzieję, że boćki z Łódzkiego dadzą sobie radę w trudnej i niebezpiecznej drodze. W Turcji i Libanie strzelanie do wędrujących ptaków jest narodowym sportem, a w Egipcie są one łapane w sieci i trafiają na miejscowe stoły.

 

- Co się dzieje dalej w Afryce - zupełnie nie wiemy. Jeśli nasze pisklaki będą miały szczęście i przeżyją lot, może wkrótce dowiemy się, którędy polecą i gdzie zimują - dodał Zieliński.

 

Bocian czarny (Ciconia nigra) jest objęty w Polsce ścisłą ochroną. Szacuje się, że liczebność tych ptaków sięga 1,4-1,6 tys. par. Jak podkreślają eksperci, na początku lat 80. XX wieku populację bocianów w Polsce oceniano na ok. 900 par, natomiast w latach 60. na zaledwie 500.

 

Dokładna lokalizacja gniazd bocianów czarnych jest objęta tajemnicą, by chronić ptaki przed intruzami. Każda para buduje zwykle więcej niż jedno gniazdo, następne mogą być oddalone od siebie nawet o kilka kilometrów i w kolejnych latach zasiedlane w przypadku utraty lub pogorszenia jakości gniazda podstawowego.

 

PAP