"Chcę zapewnić naród, że ci, którzy odpowiadają za ten nikczemny atak nie unikną kary" - napisał na Twitterze szef indyjskiego rządu.

 

Rzecznik armii indyjskiej podkreślił, że w ataku na bazę Uri zginęło czterech rebeliantów. Z relacji lokalnych mediów wynika, że napastnicy uderzyli o świcie, kiedy większość żołnierzy jeszcze spała. Rebeliantom udało się też podpalić jeden z budynków. Nie wiadomo ile osób brało udział w ataku na obiekt wojskowy.

 

"Mamy do czynienia niewątpliwie z atakiem terrorystycznym przeprowadzonym z drugiej strony granicy. Nie wiemy jednak, która grupa bojowników za niego odpowiada" - powiedział agencji Reutera anonimowy przedstawiciel resortu spraw wewnętrznych Indii.

 

Zabici podczas snu

 

Jak zwraca uwagę agencja Associated Press, większość żołnierzy spała w namiotach, ponieważ do Uri przybyły w ostatnim czasie nowe oddziały. Tymczasowe miejsca do spania zostały ostrzelane z broni palnej i obrzucone granatami.

 

Na miejsce wysłano wojskowe śmigłowce, które ewakuowały rannych. Żołnierze cały czas zabezpieczają okoliczne obszary.

 

Według ministerstwa obrony Indii rannych zostało 35 żołnierzy.

 

W związku z atakiem na bazę wojskową minister spraw wewnętrznych Indii Raj Nath Singh zwołał na późniejszą godzinę nadzwyczajne spotkanie wysokich dowódców sił bezpieczeństwa kraju.

 

Punkt zapalny

 

Podzielony Kaszmir, do którego pretensje roszczą sobie Indie i Pakistan, od ponad 60 lat jest punktem zapalnym i był powodem wojen między tymi krajami. Większość mieszkańców Kaszmiru stanowią wyznawcy islamu; w regionie działają grupy zbrojne, które walczą o niepodległość lub o przyłączenie się do Pakistanu.

 

Indie oskarżają Pakistan o szkolenie i uzbrajanie rebeliantów, czemu ten zaprzecza.

 

PAP