- Kiedy w czerwcu minister Zalewska zapowiedziała reformę edukacji i przedstawiła jej podstawowe wizje i cele, przyjęliśmy to z dużym dystansem, ale czekaliśmy na jakiekolwiek szczegóły. Minęły trzy miesiące, lecz pani Zalewska "przebimbała" wakacje i w piątek po raz kolejny się skompromitowała. Nie ogłosiła absolutnie nic ponad to, co przedstawiła 27 czerwca - powiedział Trela, który jest jednocześnie wiceprezydentem Łodzi odpowiedzialnym za edukację.

 

"Czy PiS będzie segregować dzieci?"

 

Trela zwracał uwagę na brak szczegółów dotyczących założeń nowej podstawy programowej - przedmiotów, które mają być nauczane w szkołach podstawowych, liceach i technikach, zakresów i autorów podręczników - oraz informacji na temat roku 2019, kiedy realizujący różne programy nauczania absolwenci obecnie uczący się w gimnazjach i 8-klasowej szkoły podstawowej będą wybierać liceum lub technikum.

 

- Czy te roczniki mają uczyć się w tej samej klasie, w tych samych szkołach, czy Prawo i Sprawiedliwość będzie segregować dzieci, tak jak jest w zwyczaju segregowanie społeczeństwa przez prezesa Jarosława Kaczyńskiego - podkreślił.

 

Trela bezpośrednio do prezesa PiS zwrócił się o zdymisjonowanie minister Zalewskiej, tak jak "jednym gestem i słowem odwołał on ministra Skarbu Państwa, Dawida Jackiewicza". Dodał, że sojusz wspiera PO we wniosku o wotum nieufności dla szefowej MEN, ponieważ - jak zaznaczył - wprowadzana przez nią reforma szkolnictwa to "eksperyment na dzieciach, nauczycielach i rodzicach".

 

- Nie wiedzą oni, czego będą się uczyć od 1 września 2017 roku. Założenia mamy poznać w listopadzie, ale jeśli ktoś myśli, że w ciągu kilku miesięcy napisze nowy program dla szkoły podstawowej, czy liceum, to mogą to zrobić jedynie pseudohistorycy z "odnowionego" Instytutu Pamięci Narodowej, bo ze względu na czas na pewno nie zrobią tego profesjonaliści - zaznaczył.

 

"Policja polityczna"

 

Radna miejska SLD Małgorzata Niewiadomska-Cudak wyraziła obawy związane z zapowiedzą ustawy wprowadzającej Prawo oświatowe, które - jej zdaniem - w związku z dużym naciskiem na nadzór pedagogiczny może przekształcić się w "policję polityczną".

 

- Nauczyciele mają mieć 20 procent swobody w tworzeniu programów, a 80 procent będzie obowiązkowe. Na liście ekspertów tworzących nową podstawę programową znalazła się m.in. nauczycielka matematyki, która publicznie wypowiadała się, że ideologia gender sięga głębiej niż komunizm, bo niszczy tożsamość człowieka - tłumaczyła.

 

Radni zwrócili również uwagę, że w budżecie MEN na przyszły rok nie zwiększą się fundusze na subwencję oświatową, co w opinii radnej Małgorzaty Moskwy-Wodnickiej oznacza, że skutki finansowe reformy poniosą samorządy.

 

Propozycja Millera

 

Trela odniósł się także do przedstawionego cztery lata temu przez ówczesnego lidera SLD Leszka Millera dekalogu edukacji, w którym znalazł się pomysł likwidacji gimnazjów.

 

- Leszek Miller ogłaszał różne rzeczy, ale dzisiaj nie kieruje on już Sojuszem Lewicy Demokratycznej. To było cztery lata temu, a teraz mówimy jednym spójnym głosem, że jesteśmy za modernizacją szkolnictwa, a nie za likwidacją. Jesteśmy otwarci na dialog i poważną dyskusję o przyszłości systemu edukacji - wyjaśnił.

 

Według przedstawionych w piątek przez minister Zalewską rozłożonych na kilka lat zmian w oświacie, w roku szkolnym 2017/2018 nie będzie już rekrutacji do gimnazjów; rozpocznie się wygaszanie tych placówek, m.in. przez przekształcenie w podstawówkę, włączenie do podstawówki, przekształcenie w liceum, technikum lub branżową szkołę. Edukacja w szkole podstawowej będzie trwała 8 lat.

 

1 września 2017 r. mają ruszyć 3-letnie szkoły branżowe I stopnia i 2-letni II stopnia, które zastąpią obecne zasadnicze szkoły zawodowe. Dwa lata później dotychczasowe 3-letnie licea staną się 4-letnim; wtedy też 4-letnie technikum stanie się 5-letnim.

 

PAP