- Wstąpiliśmy do sklepu żeby kupić napoje, wracając do domu usiedliśmy na ławce w parku - opisuje zdarzenie napadnięty. - Siedzieliśmy ok. pół godziny zanim zostaliśmy zaatakowani - dodał. 

 

Polak i jego znajomi zostali zaczepieni przez grupę trzech osób, w wieku około 20 lat.

 

- Powiedzieli nam, że nie podoba im się, że rozmawiamy po polsku, że to nie jest nasz kraj i żebyśmy po prostu sobie stąd poszli, a jak tego nie zrobimy, to nas zadźgają – opowiadał Bartosz M. -  Trzymałem napój w ręce, jeden z nich wyrwał mi butelkę z ręki, rozbił ją, kiedy go odepchnąłem,  machnął ręką i trafił mnie w szyję z boku – dodał.

 

"Trochę draśnięty jestem". Polakowi założono 13 szwów 

 

- Było nas trzech. Koledzy też zostali pobici. Mieli zadrapania na rękach, na nogach, podbite oko.  Ja odstałem rozbitą butelką w szyję, trochę draśnięty jestem też - powiedział Bartosz M. w rozmowie z Polsat News.

 

Bartosz M. trafił do szpitala, gdzie założono mu 13 szwów, następnie wrócił do domu.

 

- Lekarze powiedzieli, że miałem bardzo dużo szczecią. Zabrakło 1 cm, żeby trafić w tętnicę – powiedział Polak.


Policja poszukuje trzech mężczyzn w wieku ok. 20 lat. Jeden z napastników miał ok. 180 cm wzrostu, ogoloną głowę i bluzę z kapturem.

 

Incydent o podłożu ksenofobicznym

 

- Policja w Telford potwierdziła, że incydent został uznany za czyn o podłożu ksenofobicznym. Na chwilę obecną nie zatrzymano żadnego podejrzanego, trwają poszukiwania świadków - poinformował Rafał Sobczak, dyrektor biura prasowego MSZ. Konsul generalny RP w Manchesterze będzie monitorował prowadzone śledztwo - poinformowało MSZ.  

 

Zgodnie z informacjami ambasady RP w Londynie w ciągu kilku ostatnich miesięcy polskie służby konsularne interweniowały w ponad 30 przypadkach incydentów, które są badane jako potencjalnie motywowane nienawiścią na tle narodowościowym.


W najpoważniejszym wydarzeniu tego typu - w Harlow, w hrabstwie Essex - zginął 40-letni mężczyzna Arkadiusz J., a jedna osoba została ranna. Policja wciąż bada okoliczności tego ataku.

 

 

"Incydenty brytyjskiego marginesu"


- Polskie służby dyplomatyczne, ambasada, konsulaty są w tej sprawie aktywne, zwracają uwagę odpowiednim służbom brytyjskim, by w tej sprawie reagowały. Może jakieś programy wprowadzały przybliżające Brytyjczyków do Polaków i Polaków do Brytyjczyków – powiedział Jarosław Sellin z PiS po kolejnym ataku na polskiego obywatela w Wielkiej Brytanii.


Dodał, że jest coraz więcej aktów solidarności organizowanych przez Brytyjczyków na rzecz Polaków. - Traktujemy te ataki jako ubolewania godne incydenty jakiegoś brytyjskiego marginesu przeciwko Polakom – podkreślił Sellin.


"Polacy powinni wrócić do kraju"


Grzegorz Długi z Kukiz’15 zaznaczył, że "należy głęboko potępić tego rodzaju działania i jak najszybciej znaleźć sprawców", których właściwie osądzi system sprawiedliwości.


- Ale nie zmienia to faktu, że musimy się starać namawiać Polaków, aby wrócili do kraju, gdzie pod tym względem będą bezpieczni – podkreślił. Dodał, że "nie jest to rozwiązanie dla wszystkich".


"To się źle skończy"


Z kolei zdaniem Marka Sawickiego z PSL "wizyty polskich ministrów, ale także rozmowa pani premier Beaty Szydło z premier Theresą May tylko ośmieliły chuliganów". - Dostrzegli, że dla polityków jednego i drugiego państwa są ważni - tłumaczył Sawicki.


Podkreślił, że "można i trzeba upominać wtedy, kiedy atakuje się Polaków, ale trzeba być tak samo konsekwentnym wtedy, kiedy chuligani w Polsce atakują innych, obcych, a tu widać wyraźnie, że PiS daje duże przyzwolenie na takie atakowanie". - To się źle skończy – podkreślił polityk.


Shropshire Star, Polsat News