Sobotnia decyzja otwiera drogę do wszczęcia postępowania karnego wobec oskarżonych, którym w przypadku udowodnienia winy może grozić kara dożywotniego więzienia.

 

Egipscy obrońcy praw człowieka twierdzą, że są obiektem najgorszych ataków w całej historii swego działania w ramach szeroko zakrojonej kampanii likwidacji swobód wywalczonych w powstaniu z 2011 roku, które zakończyło 30-letnie autorytarne rządy prezydenta Egiptu Hosniego Mubaraka.

 

- Wiemy od samego początku, że sprawa jest polityczna i że chodzi o zemstę na tych organizacjach pozarządowych, które eksponują nadużycia władz państwowych - powiedział założyciel i dyrektor Arabskiej Sieci Informacji o Prawach Człowieka Gamal Eid, którego aktywa zamrożono. Inny działacz Hosam Bahgat uważa, że sobotnie orzeczenie może oznaczać, że postawienie zarzutów o charakterze kryminalnym jest bliskie. Bahgat, Eid i dziewięć innych osób ma też - w związku ze sprawą - zakaz opuszczania kraju.

 

Obrońcy praw człowieka od dawna krytykują bezkarność przedstawicieli obecnych władz Egiptu, na których czele stoi prezydent Abd el-Fatah es-Sisi.

 

PAP