W kasacji zastępca Prokuratora Generalnego Robert Hernand napisał, że J. nie zasługuje na warunkowe przedterminowe zwolnienie, którego z "rażącą obrazą przepisów prawa" udzielił mu Sąd Apelacyjny we Wrocławiu - podał w piątek dział prasowy PG.

 

W 2013 r. Sąd Apelacyjny w Katowicach prawomocnie skazał J. na 6 lat więzienia i 720 tys. zł grzywny. Zobowiązał go też do naprawienia szkody w wysokości 54 mln zł i zakazał pełnienia funkcji w spółkach prawa handlowego na 10 lat. Sprawa dotyczyła oszustw na kwotę ok. 430 mln zł. Większość tej kwoty została wyłudzona w obrocie wierzytelnościami, a głównymi oszukanymi były należące do Skarbu Państwa firmy: Będziński Zakład Elektroenergetyczny (BZE) i Polskie Sieci Elektroenergetyczne (PSE).

 

Siedział 4,5 roku

 

Jak podała Prokuratura Generalna, do wydania prawomocnego wyroku były szef Konsorcjum Finansowo-Inwestycyjnego Colloseum odbył łącznie 4 lata 6 miesięcy i 7 dni pozbawienia wolności. Nabył zatem formalne uprawnienia do ubiegania się o warunkowe przedterminowe zwolnienie. Dlatego też obrona złożyła wniosek o takie zwolnienie.

 

Początkowo Sąd Okręgowy w Opolu odmówił zwolnienia, ale Sąd Apelacyjny we Wrocławiu 30 czerwca br. zgodził się na to, wyznaczając J. okres próby do czerwca 2019 r.

 

W ocenie Hernanda - działającego z upoważnienia ministra sprawiedliwości - prokuratora generalnego Zbigniewa Ziobry, postanowienie SA zapadło "z rażącą obrazą przepisów prawa procesowego i materialnego".

 

Nie wykazał skruchy, nie naprawiał szkody

 

W złożonej kasacji wskazał, że SA - gdy zmienia ustalenia faktyczne przyjęte za podstawę zaskarżonego wyroku - ma obowiązek szczegółowej analizy zebranego materiału dowodowego oraz wyczerpującego uzasadnienia swej decyzji. Według Hernanda SA powinien był poddać analizie cały materiał dowodowy pod kątem istnienia bądź nieistnienia w stosunku do Józefa J. przesłanki do jego warunkowego przedterminowego zwolnienia w postaci korzystnej prognozy kryminologiczno-społecznej. W ocenie Hernanda SA wymogom tym nie sprostał i nie uzasadnił należycie swego stanowiska.

 

W kasacji podkreślono też, że J. skazano za poważne przestępstwo umyślne, wyrządzenie szkody znacznej wartości i uczynienie z przestępstwa stałego źródła dochodu. "Kluczowe znaczenie ma przy tym premedytacja sprawcy oraz wielość działań, które skazany podejmował w dłuższym okresie czasu. Świadczy to o wyjątkowym nasileniu złej woli w realizacji przestępczego zamiaru" - uznano w kasacji. J. nie okazał przejawów skruchy, nie podjął żadnych działań naprawczych ani nawet próby dobrowolnego naprawienia szkody, do czego zobowiązał go sąd - dodano.

 

Powinien mieć kuratora sądowego

 

Dlatego, w ocenie prokuratury, wobec byłego szefa KFI Colloseum brak jest podstaw do pozytywnej prognozy kryminologiczno-społecznej.

Ponadto, według Hernanda, SA dopuścił się również rażącego naruszenia przepisów, zgodnie z którymi w okresie próby sąd miał obowiązek oddać skazanego pod dozór kuratora sądowego. "Nie czyniąc tego, Sąd Apelacyjny we Wrocławiu dopuścił się rażącego naruszenia przepisów prawa materialnego. W sposób oczywisty miało to istotny wpływ na treść wydanego orzeczenia" - podkreślono.

 

Sprawa Colloseum należała do najbardziej skomplikowanych w historii wymiaru sprawiedliwości na Śląsku. W I instancji sąd rozpoznawał ją na 177 rozprawach, akta liczą prawie 250 tomów. W Sądzie Apelacyjnym sprawa ta była rozpoznawana w 9 terminach.

 

Pod koniec lat 90. BZE był winien PSE setki milionów zł za energię elektryczną, jednak nie spłacał tych należności. Do negocjacji ws. oddłużenia BZE włączyło się Colloseum. Istniejące od 1996 r. Colloseum nie płaciło za nabycie tych wierzytelności. Z tymi bezprawnymi - w części zupełnie sfałszowanymi - umowami cesji przedstawiciele Colloseum szli do BZE. Dzięki głównemu księgowemu i dyrektorowi ds. finansowych tej spółki natychmiast otrzymywali pieniądze, których wcześniej PSE nie mogły odzyskać od BZE. Główni oskarżeni utrzymywali podczas procesu, że cesje wierzytelności były w pełni legalne.

 

Zatrzymanie w Izraelu

 

W 2002 r. J. wyjechał z Polski po tym, gdy katowicki sąd postanowił go aresztować. Zniknęli też inni podejrzani w tej sprawie. Zatrzymano go w 2003 r. w Izraelu, po czym sprowadzono go do Polski. W 2007 r. J. wyszedł na wolność, gdy w jego imieniu wpłacono 3 mln zł kaucji

 

PAP