CNE w czwartek wieczorem po raz kolejny przesunęła wskazanie daty rozpoczęcia tego drugiego już etapu procedury odwołania prezydenta. W komunikacie Rada poinformowała, że w związku z wezwaniami opozycji, by w piątek manifestowano przed biurami CNE, jej pracownicy są zagrożeni i nie przyjdą do pracy. Ogłoszono, że działalność Rady zostanie wznowiona w poniedziałek, jednak nie podano wyraźnie, że tego dnia ogłoszony zostanie ostateczny termin na wypełnienie kolejnego etapu procedur.

 

Opozycji udało się dotychczas spełnić pierwszy warunek konieczny do zorganizowania referendum. Wniosek został poparty przez 1 proc. elektoratu, czyli co najmniej 194,7 tys. obywateli w 24 prowincjach Wenezueli. Teraz opozycja będzie musiała zebrać pod wnioskiem referendalnym 4 mln podpisów, złożonych przez 20 proc. uprawnionych do głosowania. Wciąż nie wiadomo jednak, kiedy dokładnie ma to nastąpić.

 

Maduro wie, co robi

 

Jak zauważa AFP, opóźnianie referendum działa na korzyść urzędującego prezydenta. Opozycji zależy, by odbyło się ono przed 10 stycznia 2017 roku, gdyż jeśli do tego czasu Wenezuelczycy odsuną Maduro od władzy, w kraju zorganizowane zostaną przedterminowe wybory. Natomiast jeśli głosowanie zostanie przeprowadzone później, Wenezuelę czeka niewielka zmiana, bo Maduro zostanie zastąpiony przez wiceprezydenta i następne wybory odbędą się dopiero pod koniec 2018 roku.

 

Opozycyjny Sojuszu Jedności Demokratycznej (MUD), mający większość w parlamencie, od miesięcy organizuje demonstracje uliczne, by zmusić Maduro do przeprowadzenia referendum jeszcze w tym roku. MUD zarzuca CNE, że Rada celowo opóźnia proces oraz mnoży przeszkody, by chronić prezydenta.

 

Jednak mimo że 1 sierpnia w proteście zwolenników opozycji wzięło udział aż milion osób, agencja Reutera zauważa, że w piątek na ulice wenezuelskich miast wyszły zaledwie setki manifestantów. Ich uczestnicy kolejny dzień buntują się również przeciw trwającemu na wenezuelskiej wyspie Margarita szczytowi ruchu państw niezaangażowanych; ruch ten w czasach zimnej wojny miał być zachowująca niezależność "trzecią siłą" pozostającą poza głównym nurtem rywalizacji Wschód-Zachód. Zdaniem manifestantów organizacja szczytu to niepotrzebny wydatek dla pogrążonego w kryzysie kraju.

 

Rządzi krajem już czwarty rok

 

Maduro został wybrany na prezydenta niemal 30-milionowej Wenezueli w kwietniu 2013 roku, a jego kadencja oficjalnie kończy się w 2019 roku. Opozycja oskarża go o prowadzenie nierozważnej i wyniszczającej kraj polityki gospodarczej, która wywołała szalejącą inflację i niedobory żywności oraz podstawowych towarów.

 

Sam Maduro już wcześniej utrzymywał, że "jeśli opozycja spełni wszystkie warunki, to referendum odbędzie się najwcześniej w przyszłym roku".

 

PAP