Po dwóch miesiącach spędzonych na Morzach Śródziemnym i Czarnym a głównie Egejskim, w piątek do portu w Gdyni powróciła fregata rakietowa ORP Gen. T. Kościuszko. Okręt brał udział w misji NATO związanej z kryzysem uchodźczym i ochroną południowej flanki Sojuszu.

 

Polacy szukali przemytników ludzi

 

Jak poinformował rzecznik prasowy 3. Flotylli Okrętów kpt. Przemysław Płonecki, jednym z głównych zadań grupy, w której skład wchodził polski okręt, było przeciwdziałanie nielegalnemu przemytowi ludzi drogą morską.

 

Kpt. Płonecki wyjaśnił też, że w ramach misji polska fregata przebyła około 12,5 tys. mil morskich, uczestniczyła w 11 akcjach zapobiegania nielegalnej imigracji, a według ostrożnych szacunków, polscy marynarze namierzyli około 300 osób, które próbowały przedostać się do Europy drogą morską.

 

Dowódca ORP Gen. T. Kościuszko kmdr por. Maciej Matuszewski powiedział dziennikarzom, że miejscem głównych działań jego okrętu były okolice położonej na Morzu Egejskim wyspy Lesbos. Wyjaśnił, że zadaniem dowodzonego przez niego okrętu była "koordynacja działań straży granicznej greckiej i tureckiej". - Przy czym nie byliśmy uprawnieni do podejmowania bezpośrednich akcji przeciwko tym nieszczęśliwym ludziom, którzy uciekali do Grecji. Naszym zadaniem było ich wczesne wykrycie i powiadomienie odpowiedniej straży granicznej Turcji lub Grecji - mówił Matuszewski.

 

Polacy pierwsi wykrywali łodzie

 

- Pomimo obecności w rejonie małych jednostek straży przybrzeżnej Turcji i Grecji oraz mniejszych jednostek obu marynarek wojennych, w około 80 procentach przypadków to załoga ORP Kościuszko wykrywała jako pierwsza łodzie z imigrantami i naprowadzała pozostałe jednostki na zlokalizowany cel - wyjaśnił z kolei kpt. Płonecki dodając, że skuteczność Polaków wynikała z "potencjału sprzętu obserwacyjnego, w jaki wyposażona jest polska fregata oraz z wyszkolenia załogi".

 

Matuszewski nie powiedział, ile łodzi i innych jednostek z nielegalnymi imigrantami namierzyli polscy żołnierze. Powołał się na konieczność zachowania tajemnicy. Wyjaśnił jednak, że w poszukiwaniach pomagały marynarzom także - obecne na pokładzie - polskie wojska specjalne. - Każda dodatkowa para oczu czy lorneta się liczy - wyjaśnił.

 

Matuszewski powiedział też, że wszystkie, bez wyjątku, namierzone jednostki z nielegalnymi imigrantami na pokładzie "urągały wszelkim zasadom bezpieczeństwa". - Były to jednostki, które u nas służą celem połowu ryb przez dwóch dżentelmenów, natomiast oni byli w stanie załadować około 60 osób - mówił Matuszewski.

 

Polacy wyłowili imigranta z morza

 

Wyjaśnił też, że zadaniem polskiej załogi było namierzanie jednostek z nielegalnymi imigrantami, informowanie o nich straży granicznej, a następnie - w oczekiwaniu na straż, dbanie o bezpieczeństwo ludzi znajdujących się na łodziach. Dodał, że bezpośrednio polscy marynarze mogli interweniować wobec imigrantów tylko w sytuacji zagrożenia ich życia. - Zdarzyło się, że jeden z imigrantów wypadł do wody i wspólnie z grecką strażą graniczną spędziliśmy prawie całą noc na poszukiwaniu tego człowieka - powiedział Matuszewski. Tego człowieka udało się odnaleźć i wyłowić.

 

Obecny na piątkowej uroczystości inspektor Marynarki Wojennej kontradmirał Mirosław Mordel powiedział dziennikarzom, że załoga polskiego okrętu była chwalona przez dowództwo zespołu, w ramach którego działała. - Na ręce dowódcy generalnego wpłynęło pismo podkreślające profesjonalizm załogi, a przede wszystkim olbrzymie zaangażowanie w wykonywane zadania - powiedział dziennikarzom Mordel.

 

Dodał, że zadaniem okrętu i jego załogi było także "prezentowanie polskiej bandery w tych wszystkich portach, gdzie okręt się pojawiał". Jak poinformował kpt. Płonecki, w czasie misji okręt zawijał m.in. do portów: Rota (Hiszpania), Augusta (Włochy), Konstanta (Rumunia), Pireus (Grecja), Souda (Grecja), Uzunada (Turcja), La Valetta (Malta) oraz Lizbona (Portugalia).

 

Misja rozpoczęta w czerwcu

 

ORP Gen. T. Kościuszko wypłynął z portu wojennego w Gdyni w ostatnich dniach czerwca. W czasie uroczystego pożegnania dowódca i załoga okrętu otrzymały specjalny dar od prezydenta Andrzeja Dudy - tzw. banderę "bojową" - znacznie większą niż te używane na co dzień, nawiązującą do chorągwi, która niegdyś były podnoszone przez okręty bezpośrednio przed wejściem do bitwy. ORP "Gen. T. Kościuszko" był pierwszym polskim okrętem, który otrzymał banderę "bojową".

 

NATO utrzymuje w stałej rotacyjnej służbie cztery zespoły okrętów. Dwa z nich (SNMG1 i SNMG2) to zespoły fregat, dwa (SNMCMG1 i SNMCMG2) to zespoły sił przeciwminowych. Zakończona właśnie misja ORP Gen. T. Kościuszko była trzecią z kolei misją polskiego okrętu w stałym zespole fregat NATO. W 2006 i 2008 r. zadania w ramach SNMG1 realizowała załoga ORP Generał Kazimierz Pułaski. Częściej polskie okręty operowały w składzie stałego zespołu sił obrony przeciwminowej numer 1 - dwanaście razy w jego skład wchodziły polskie niszczyciele min, dwa razy okrętem flagowym zespołu był ORP "Kontradmirał Xawery Czernicki".

 

Kpt. Płonecki poinformował, że obecnie w skład zespołu wchodzi sześć okrętów z Holandii, Grecji, Turcji i Wielkiej Brytanii, a jednostką flagową zespołu jest holenderska fregata HNLMS De Ruyter.

 

Wrócił także ORP Kaszub

 

W piątek rano do gdyńskiego portu wojennego wpłynął też inny polski okręt - korweta ORP Kaszub, która wróciła tego dnia z dwutygodniowych manewrów morskich Northern Coasts odbywających się na wodach Bałtyku Zachodniego i Cieśnin Bałtyckich. Ćwiczenia te organizowane są na Bałtyku od 2007 r. W tegorocznej edycji wzięło udział 38 okrętów oraz lotnictwo morskie z krajów NATO i krajów współpracujących z Sojuszem. Scenariusz manewrów zakładał konflikt wywołany zajęciem Bornholmu przez fikcyjne państwo: siły międzynarodowe dążyły do deeskalacji napięcia i przywrócenia status quo.

 

PAP