Dziesiątki pojazdów policyjnych zaparkowanych było w piątek rano wzdłuż zamkniętej dla ruchu Avenue de Flandre. Policjanci, niektórzy w maskach szpitalnych zakrywających usta i nos, otaczali migrantów, którzy porzucili swe namioty i rozłożone na bruku materace. Niewielkie grupki policjantów przeszukiwały to prowizoryczne obozowisko w poszukiwaniu zapomnianych dzieci lub osób niesprawnych.


Tłum uchodźców, przede wszystkim z Afganistanu i krajów Afryki oraz Kurdów, czekał na podjeżdżające autobusy. Otoczony był kordonem policjantów i licznymi przedstawicielami merostwa oraz organizacji Emmaus Solidarite, której powierzono opiekę nad migrantami.

"Wszyscy zostaną gdzieś umieszczeni"


Przedstawicielka Emmaus, która prosiła o niepodawanie jej nazwiska, powiedziała, że najpierw zajmuje się wyszukaniem kobiet w ciąży i z małymi dziećmi, które w pierwszym rzędzie zostaną przewiezione do hoteli. - Ale wszyscy zostaną gdzieś umieszczeni, w hotelach albo w ośrodkach dla starających się o azyl - zapewniała.


Operacja przebiegła spokojnie. Migranci, wiedząc, że znajdą się w lepszych warunkach, spieszyli się wręcz, by znaleźć się wewnątrz policyjnego kordonu. Opustoszały nawet odległe o kilkaset metrów od stacji Stalingrad "podobozowiska".

 

"To już rutyna, robimy miejsce dla następnych"


18 sierpnia po raz drugi zlikwidowano prawie w tym samym miejscu podobne obozowisko. Policjanci niechętnie mówili o wyznaczonym im zadaniu. - To już rutyna, robimy miejsce dla następnych - powiedział dziennikarzom ironicznie jeden z funkcjonariuszy.


Dziesięć dni temu mer Paryża Anne Hidalgo poinformowała, że w połowie października zostanie otwarty pierwszy w stolicy obóz przejściowy dla uchodźców. Pomieści w pierwszym etapie 400 a następnie do 600 mężczyzn. Podobny obóz dla 350 samotnych kobiet i matek z dziećmi ma powstać w Paryżu na bliskim przedmieściu Ivry.

 

PAP