- W zawodach deficytowych należy to przejściowo umożliwić, by problem zatrudnienia został rozwiązany (poprzez sprowadzanie pracowników) z Unii Europejskiej, gdzie jest swobodny przepływ siły roboczej lub z sąsiednich państw trzecich - oświadczył Varga w czwartkowym numerze tygodnika "Heti Valasz".

 

Według niego inne państwa regionu też borykają się z podobnym problemem. Przywołał przykład Polski czy Czech, gdzie jego zdaniem z dużo większą akceptacją podchodzi się do zatrudniania Ukraińców.

 

Minister oświadczył, że Węgry podjęły kroki, by poszerzyć system kształcenia zawodowego, ale uczestnicy tego programu wejdą na rynek pracy dopiero za kilka lat. - Byłoby szkoda stracić z tego powodu jakąś dużą inwestycję - powiedział Varga. Podkreślił, że cudzoziemcom należałoby pozwolić pracować tylko w sferach, gdzie nie sposób zapełnić etatów miejscowymi pracownikami.

 

"Z państw o podobnych tradycjach kulturalnych co my"

 

Tacy zagraniczni pracownicy powinni pochodzić "tylko z państw o podobnych tradycjach kulturalnych i historycznych co my" - dodał minister.

 

Pytany, czy obniżenie podatków od wynagrodzeń nie mogłoby skłonić do powrotu Węgrów pracujących poza granicami kraju, Varga przyznał, że podatki te są "utrudnieniem w konkurencji”, ale to dzięki nim utrzymywana jest równowaga w funduszach ubezpieczeń zdrowotnych i emerytalnym.

 

- Bądźmy szczerzy: nie możemy oszczędzać na podatkach od wynagrodzeń, jeśli konkurencja zabiera kucharza z komitatu Vas (zachodnie Węgry) do Burgenlandu (w Austrii), bo pensje są tam o 33-50 proc. wyższe. Można to rozwiązać częściowo poprzez podniesienie płac - oświadczył.

 

W zeszłym roku pozwolenie na pracę na Węgrzech dostało zaledwie 5245 osób - wynika z danych Narodowego Urzędu Zatrudnienia. W drugim kwartale obecnego roku - zgodnie z danymi Centralnego Urzędu Statystycznego - nieobsadzonych było na Węgrzech 55 tys. etatów.

 

PAP