Projekt nowej dyrektywy o prawie autorskim zakłada m.in. kontynuowanie działań w celu zlikwidowania tzw. geoblokowania, czyli ograniczania dostępu użytkowników do treści lub usług online ze względu na położenie geograficzne, zobowiązuje producentów i wydawców do informowania twórców lub wykonawców o zyskach z ich utworów, uznaje wydawców prasowych za podmioty praw autorskich oraz nakłada na platformy internetowe udostępniające pliki muzyczne i wideo obowiązek stosowania programów monitorujących zamieszczane treści.

 

Najpierw prawnik, później internauta

 

- Z projektu KE wynika, że wszystkie treści w serwisach internetowych - zarówno pliki tekstowe, zdjęciowe, muzyczne, jak i wideo - będą musiały być uprzednio monitorowane. Oznacza to, że internet stanie się miejscem, gdzie zamieszczane w sieci materiały będą najpierw musiały uzyskać akceptację prawników, a dopiero potem trafią do odbiorców - informuje w swoim oświadczeniu wiceprezes Google Caroline Atkinson.

 

Atkinson przypomina, że serwisy internetowe nie mają obowiązku bieżącego monitorowania zamieszczanych przez użytkowników treści, natomiast muszą reagować, jeśli naruszenie praw autorskich zostanie zgłoszone.

 

- Youtube wykorzystuje w tym celu system Content ID, za którego pomocą blokuje treści, które zostały zgłoszone przez właściciela praw autorskich jako jego utwory, lub wypłaca za nie wynagrodzenie - tłumaczy Atkinson.

 

W podobnym tonie wypowiada się Digital Europe - największe w Europie stowarzyszenie reprezentujące interesy przedsiębiorców branży cyfrowej (w tym Google'a i Microsoftu).

 

- W skrajnych przypadkach może zdarzyć się i tak, że jeśli skopiujemy zakupiony przez nas legalnie utwór na inne nośniki, żeby nam się wygodniej go słuchało, to nagle okaże się, że złamaliśmy prawa autorskie jego twórców, bo go nielegalnie powieliliśmy - mówi dyrektor generalny Digital Europe John Higgins. - Ta tak zwana reforma powinna dostosować przepisy unijne do ery cyfrowej, aby ułatwić użytkownikom dostęp do kreatywnych treści i go przyśpieszyć, a firmom internetowych umożliwić czerpanie korzyści z innowacji. Tymczasem zaprezentowana przez KE propozycja podcina skrzydła - dodaje Higgins.

 

Obowiązujące przepisy były wystarczające

 

Zdaniem szefa Digital Europe jak dotąd prawa wydawców były dostatecznie chronione w ramach istniejącego prawa autorskiego, a jego rozszerzanie na wydawców prasowych nie jest potrzebne. - To tylko ograniczy dostęp do wiadomości w sieci - mówi Higgins.

 

Także Google twierdzi, że jest "rozczarowany propozycją nowych praw dla wydawców prasy". Przypomina, że "podobne rozwiązania wprowadzono w Niemczech i Hiszpanii nie sprawdziły się".

 

Gdy w lipcu 2014 r. hiszpański rząd wprowadził prawo pozwalające wydawcom pobierać opłaty od serwisów publikujących odnośniki do ich treści, Amerykanie postanowili wycofać z tamtejszego rynku swój serwis z wiadomościami Google News. Rok wcześniej podobne przepisy - w wyniku nacisków wydawców - uchwalił niemiecki Bundestag. W ostatniej chwili w ustawie wprowadzono jednak korzystne dla Google poprawki, więc serwis funkcjonuje do dziś.

 

Materiały dostępne na całym świecie - tego chce KE

 

Z aplauzem spotkała się natomiast zapowiedź Komisji o dążeniu do likwidacji tzw. geoblokowania.

 

- To anachronizm, że konsumenci z UE wciąż nie mogą oglądać seriali telewizyjnych, wydarzeń sportowych lub filmów na terenie całej Unii. To nie ma żadnego sensu, że klient Netflixa (internetowy amerykański serwis filmowy - przyp. red.) w Belgii nie ma dostępu np. do jego holenderskiej wersji albo że nie może zostać klientem zagranicznego serwisu telewizyjnego - mówi dyrektor generalna Europejskiej Organizacji Konsumentów (BEUC) Monique Goyens.

 

Jednak także BEUC krytykuje Komisję za pomysł filtrowania treści na platformach udostępniających pliki, takich jak YouTube czy Dailymotion. - Wiele osób codziennie produkuje i udostępnia pliki muzyczne czy wideo. Z powodu niejasnych przepisów prawa autorskiego ryzykują oni, że ich materiały zostaną usunięte. Plany Komisji, aby wprowadzić techniczne sposoby usuwania nieautoryzowanych treści, jedynie pogorszą tę sytuację. To pozwoli na arbitralne usuwanie kreatywnej pracy użytkowników. Internet nie powinien działać w ten sposób - tłumaczy Goyens.

 

Niektórzy propozycje chwalą

 

Z kolei Federacja Europejskich Wydawców (FEP) popiera decyzję Komisji o przyznaniu nowych praw wydawcom, ponieważ pełnią oni "kluczową rolę w publikacji i dystrybucji utworów (...) i to musi być konsekwentnie uwzględnione w prawie UE". Zdaniem FEP propozycja KE wysyła wyraźny sygnał co do konieczności wprowadzenia określonych rozwiązań, np. przyznawania licencji na korzystanie z utworów w celach komercyjnych czy naukowych. Wydawcy uważają jednak, że dyrektywa musi zostać jeszcze dopracowana przez Parlament i Radę UE.

 

- Jako wydawca inwestuję w talenty. Codziennie pracuję z autorami, aby móc wydać jak najlepsze książki, dla jak najszerszej publiczności. Będę szczęśliwy, mogąc negocjować uczciwe i przystępne umowy w imieniu naszych autorów - mówi przewodniczący FEP Henrique Mota.

 

Projekt KE trafi teraz do trafi teraz do Parlamentu Europejskiego i Rady Unii Europejskiej, które wypracują ostateczny kształt przepisów.

 

PAP