Petru na konferencji w Sejmie skomentował przyjęcie w środę przez Parlament Europejski rezolucji na temat sytuacji w Polsce. PE ocenia w niej, że "paraliż Trybunału Konstytucyjnego zagraża demokracji, prawom podstawowym oraz rządom prawa w Polsce". To druga rezolucja europarlamentu dotycząca Polski. Pierwsza została przyjęta w kwietniu i odnosiła się tylko do sporu wokół TK.

 

W przyjętym w środę dokumencie europosłowie odnoszą się też do innych spraw, które budzą zaniepokojenie części z nich, w tym do ustaw: o mediach, o policji, o prokuraturze, Kodeksu postępowania karnego, ustawy antyterrorystycznej, o służbie cywilnej, a także planów zwiększenia wycinki drzew w Puszczy Białowieskiej oraz kwestii "zdrowia reprodukcyjnego kobiet".

 

"Premier Szydło już nie ma argumentów"

 

Lider Nowoczesnej nawiązał do tego, że w czasie poprzedniej debaty w europarlamencie dot. Polski w PE występowała premier Beata Szydło, a podczas obecnej jej nie było. 

 

- Jeszcze parę miesięcy temu pani premier Beata Szydło leciała do Brukseli po to, by bronić polskiego stanowiska, by tłumaczyć czemu polski rząd robi to, co robi. Teraz już nie ma argumentów, by bronić polskiego stanowiska, by bronić Polski. Nieprzypadkowo nikt z polskiego rządu się tam nie pojawił, a jak wiadomo polscy ministrowie z przyjemnością latają na wycieczki zagraniczne - powiedział Petru.

 

Według niego, "pokazuje to tylko tyle, że w polskim rządzie mają pełną świadomość tego, że sprawa jest przegrana". Petru uważa, że  niepojawienie się premier w PE było tchórzostwem. - Ona z pełną świadomością nie pojawiła się na debacie, bo nie ma argumentów na to, co się w Polsce dzieje - podkreślił polityk.

 

Dodał, że gdy w Brukseli krytykowano Węgry, to premier Viktor Orban "był tam, mówił po angielsku i bronił Węgier, lepiej czy gorzej tłumacząc swoje stanowisko".

 

Rezolucja nie ma bezpośrednich skutków

 

Zdaniem Petru to źle dla Polski, że w PE przyjęto rezolucję, w której jest mowa "nie tylko o Trybunale Konstytucyjnym, ale i o mediach publicznych, służbie cywilnej, procesach sądowych, o tym, że w Polsce tak naprawdę zachwiana jest równowaga trójpodziału władz".

 

Polityk ocenił, że choć rezolucja nie ma bezpośrednich skutków dla Polski, to skutki pośrednie mogą być o wiele gorsze, przede wszystkim ze względu na pogorszenie wizerunku Polski za granicą.

 

Według Petru rząd Beaty Szydło doprowadził do tego, że o Polsce mówi się wyłącznie negatywnie, co - jak ocenił - wpływa też negatywnie na postrzeganie Polski przez inwestorów i w konsekwencji na wstrzymywanie zagranicznych inwestycji.

 

"Wicepremier Morawiecki opowiada bajki"

 

Lider Nowoczesnej zauważył, że podejmują oni decyzje, porównując Polskę z Czechami, Węgrami, Słowacją i Rumunią. - A dostają sygnały nieprzychylne, niejasne, że w Polsce nie ma urzędników niezależnych, że sędziowie mogą być wymienieni na posłusznych, że w Polsce nie działa TK, że łamana jest konstytucja, że media nie pokazują prawdy. To wygląda nie jak kraj demokratyczny, jako bliższy Turcji czy Rosji - zauważył Petru.

 

- Pan wicepremier Morawiecki opowiada bajki o tym, że (inwestorzy) chcą u nas inwestować. Rozważali to, ale wstrzymują się, bo widzą coraz większy chaos prawny - powiedział polityk. 

 

Jak dodał, dziwi się, że PiS "bagatelizuje sprawę". - Jest taka zasada, że jak kilka osób mówi ci, że jesteś pijany, to lepiej się połóż. I ja miałbym apel do polskiego rządu, by wysłuchał tego, co mówią inni - podkreślił Petru.

 

Wyraził obawę, że rezolucja "to nie koniec i kolejne działania będą podejmowane". - Komisja Wenecka była tu w Polsce i na tej podstawie KE przedstawi swój raport i ja jestem przekonany, że to będzie szło dalej, czyli aż do głosowania nad wykluczeniem Polski z głosu w Radzie Europejskiej - powiedział lider Nowoczesnej.

 

PAP