Juncker podkreślił, że najbliższe 12 miesięcy to "czas krytyczny dla zbudowania lepszej Europy", która broni europejskiego stylu życia zarówno u siebie, jak i za granicą. - Jestem przekonany, że europejski sposób życia, to coś, czego warto bronić. Mam wrażenie, że wielu z nas zapomniało, co to oznacza być Europejczykiem, co oznacza być częścią Unii Europejskiej - powiedział.

 

- Trzeba pamiętać, dlaczego narody Europy zdecydowały się współpracować, dlaczego na ulicach Warszawy 1 maja 2004 roku tłumy świętowały solidarność, przystąpienie wielkiego europejskiego narodu do UE. A Polacy to naprawdę wielki naród - powiedział Juncker.

 

"Walczymy, ale na słowa"

 

- Ponad wszystko UE oznacza pokój. Nie jest przypadkiem, że najdłuższy okres pokoju zapisany w historii Europy rozpoczął się od tworzenia Wspólnot Europejskich. Mamy 70 lat trwałego pokoju, podczas gdy na świecie trwa 40 aktywnych konfliktów, w których ginie co roku 200 tysięcy osób - przekonywał.

 

Juncker podkreślił, że w UE są czasem spory, "ale walczymy na słowa". - Nasze konflikty rozwiązujemy przy stole, a nie w okopach - powiedział. 

 

"Brexit nie zagrozi UE"

 

Jak podkreślał Juncker UE będzie zadowolona, jeśli już wkrótce dostanie wniosek Wielkiej Brytanii notyfikujący decyzje o wyjściu z UE. Zwrócił uwagę, że pomogłoby to zakończyć okres niepewności i umożliwiło tworzyć na nowo stosunki unijno-brytyjskie.

 

Przypominał, że rok temu mówił, iż stan UE pozostawia wiele do życzenia. - Rok później ta ocena nadal jest aktualna. UE obecnie nie jest w najlepszej formie. Niewiele się zmieniło, wiele osób jest przekonanych, że mamy do czynienia z głębokim kryzysem egzystencjalnym w UE - przyznał.

 

Jak ocenił obszary, w których państwa UE solidarnie współpracują, są zbyt małe. - Zbyt często na pierwszym miejscu stawiane są narodowe interesy - stwierdził. Zastrzegł przy tym, że KE nie chce skończyć z państwami narodowymi, bo Europa żyje i funkcjonuje dzięki swoim różnorodnościom. - Europa nigdy nie stanie się jednolitym państwem - powiedział Juncker.

 

Zaznaczył jednocześnie, że pojawiające się rysy, defragmentacja UE otwierają drogę do galopującego populizmu, który nie rozwiązuje problemów, ale je tworzy.

 

"Potrzebny jest jeden sztab generalny"

 

- Musimy przemyśleć kwestię stworzenia wspólnych zasobów wojskowych, którymi dysponować będzie UE, uzupełniając działania NATO. Zwiększenie obronności europejskiej nie oznacza zmniejszenia intensywności działań w wymiarze transatlantyckim - powiedział też przewodniczący KE.

 

Jak argumentował, biorąc pod uwagę wymiar gospodarczy, uwspólnienie zasobów wojskowych państw UE wydaje się uzasadnione. Według niego brak dostatecznej współpracy w tej dziedzinie kosztuje kraje członkowskie 25-100 mld euro rocznie. Zapowiedział, że przed końcem roku KE zaproponuje utworzenie europejskiego funduszu na rzecz obronności, by stymulować badania i innowacje w tej dziedzinie.

 

Juncker mówił, że w ciągu ostatnich 10 lat UE uczestniczyła w ponad 30 misjach cywilnych i wojskowych, brakuje jej jednak stałych struktur, co ogranicza skuteczność działań. - Potrzebny jest jeden sztab generalny w ramach UE - ocenił.

 

Wzywał do opracowania europejskiej strategii na rzecz rozwiązania konfliktu w Syrii, a także zwiększenia roli wysokiego przedstawiciela UE ds. zagranicznych; stanowisko to zajmuje obecnie Federica Mogherini.

 

- Wysoki przedstawiciel powinien być ministrem spraw zagranicznych z prawdziwego zdarzenia - oświadczył Juncker. Jak przekonywał, musi on mieć możliwość mobilizowania krajowej dyplomacji, dzięki czemu UE mogłaby wywierać większy wpływ w negocjacjach międzynarodowych.

 

PAP