Poprzednio rozpoczęcie procesu trzykrotnie odraczano z powodu złego stanu zdrowia Zafkego. W Auschwitz-Birkenau pełnił on służbę przez miesiąc, od połowy sierpnia 1944 roku. W tym czasie do obozu zagłady dotarło 14 pociągów z więźniami.

 

Według prokuratury Zafke wiedział, że odbywa służbę w obozie zagłady. Wspierając struktury obozowe, esesman "uczestniczył w zagładzie" - napisano w akcie oskarżenia.

 

Skazany w Polsce

 

Zafke był w 1948 roku skazany na ponad trzy lata więzienia przez polski sąd za przynależność do SS i służbę w Auschwitz. Po odbyciu kary zamieszkał przez nikogo nie niepokojony w Meklemburgii, w NRD.

 

Podczas przesłuchań w 2014 roku były sanitariusz zaprzeczał początkowo, że służył w Auschwitz, a następnie twierdził, że nie wiedział o zbrodniach, a o komorach gazowych dowiedział się dopiero po wojnie.

 

Dawni strażnicy obozów koncentracyjnych byli do niedawna bezkarni, ponieważ zachodnioniemiecki Trybunał Federalny orzekł w 1969 roku, że warunkiem skazania za pomoc w morderstwach jest udowodnienie indywidualnej winy oskarżonego. Ze względu na brak świadków zbrodni było to w większości przypadków niemożliwe.

 

Precedensowy wyrok

 

Przełomowe znaczenie dla ścigania sprawców tej kategorii przestępstw miało skazanie na pięć lat więzienia Johna Demjaniuka, strażnika w obozie w Sobiborze. Sąd w Monachium uznał go w 2011 roku za winnego współuczestnictwa w zamordowaniu ponad 28 tys. więźniów, pomimo braku dowodów na popełnienie konkretnych czynów.

 

Skazanie Demjaniuka stworzyło nową sytuację prawną, umożliwiającą podjęcie kroków przeciwko wszystkim osobom, które uczestniczyły w działaniu obozów zagłady, niezależnie od tego, czy nadzorowały komory gazowe, czy też zatrudnione były w obozowej kuchni.

 

Z około 8,2 tys. esesmanów służących w KL Auschwitz i jego podobozach niemieckie sądy skazały dotychczas 41 osób.

 

PAP