Sarkozy proponuje powołanie specjalnego trybunału antyterrorystycznego, administracyjne przetrzymywanie "osobników niebezpiecznych, podejrzanych o powiązania z terroryzmem", systematyczne wydalanie z Francji wszystkich cudzoziemców, na których ciążą takie zarzuty, oraz - po odbyciu kary - skazanych obcokrajowców.


"Prawdziwe bomby zegarowe"


Szef Republikanów, przypominając, że istnieje już specjalny trybunał finansowy, twierdzi, że nie ma przeszkód prawnych do stworzenia nadzwyczajnego sądu dla terrorystów. Przetrzymywanie administracyjne też jest, według niego, konstytucyjne, gdyż co roku zatrzymuje się w ten sposób 70 tys. chorych psychicznie Francuzów.


Były prezydent chce, aby zatrzymana administracyjnie osoba, po zanalizowaniu jej działań, "była wysyłana do ośrodka prowadzącego deradykalizację". Na wolność "wyjdzie, gdy nie będzie już radykałem. A jeśli nie, to będzie dalej siedziała (w tym ośrodku). Nie możemy pozostawiać na wolności zradykalizowanych osobników, bo to prawdziwe bomby zegarowe" - tłumaczył Sarkozy.


"Sarkozy osłabił nasze bezpieczeństwo"


Kilka godzin po ukazaniu się wywiadu z Sarkozym premier Valls powiedział w rozgłośni Europe 1, że były prezydent mylił się w kwestii zagrożenia terrorystycznego, gdy pełnił tę funkcję, i myli się nadal. - Sarkozy mylnie oceniał zagrożenie terrorystyczne w 2012 roku, uważając, że zbrodnie Mohameda Meraha to działanie samotnego wilka - wskazał Valls.


19 marca 2012 roku radykalny islamista Mohamed Merah, 23-letni Francuz pochodzenia algierskiego, zastrzelił przed szkołą żydowską w Tuluzie troje dzieci i dorosłego, a jedną osobę ciężko ranił. Wcześniej w Tuluzie i pobliskim Montauban zamordował trzech żołnierzy. Kilka dni po zamachu na szkołę zginął w obławie policyjnej.


Sarkozy "mylił się, gdy jako prezydent Republiki osłabił nasze bezpieczeństwo i obronność, zmniejszając inwestycje i (liczbę osób) w naszych siłach bezpieczeństwa wewnętrznego i zewnętrznego" - wskazał Valls.


Na koniec premier oskarżył Sarkozy’ego, że "stygmatyzując raz biednych, raz muzułmańskich współobywateli, raz migrantów", zastępuje szefową skrajnie prawicowego Frontu Narodowego Marine Le Pen.

 

PAP