Następnego dnia kandydatka Demokratów powiedziała, że żałuje swej wypowiedzi. - Wyraziłam się przesadnie generalizująco, a to nigdy nie jest najlepsze. Żałuję, że powiedziałam "połowa" (wyborców Trumpa) - to było niesłuszne - oświadczyła.

 

W piątek wieczorem Clinton była na spotkaniu z działaczami organizacji LGBT w Nowym Jorku. - Jest godne pożałowania, że Donald Trump wynajął jako szefa swej kampanii wyborczej działacza tzw. alternatywnej prawicy i że David Duke (były lider Ku Klux Klanu - red.) uważa mojego oponenta za orędownika swoich wartości - powiedziała Clinton w sobotę.


W sobotę obóz Trumpa ostro skrytykował wypowiedź kandydatki Demokratów jako wyraz arogancji przedstawicielki liberalno-lewicowych elit gardzących ludźmi o odmiennych poglądach.


- Hillary znieważyła moich zwolenników - miliony wspaniałych, ciężko pracujących ludzi. Myślę, że zapłaci za to w wyborach! - ogłosił na Twitterze Trump.


Przyłączył się do niego kandydat GOP na wiceprezydenta Mike Pence.


- Jej komentarze pokazują brak szacunku dla milionów ludzi, którzy popierają Donalda Trumpa na prezydenta. To są ciężko pracujący ludzie - farmerzy, górnicy kopalni węgla, nauczyciele, weterani, policjanci. To są Amerykanie i zasługują na nasz szacunek - powiedział Pence.


Wypowiedź Clinton krytykują także konserwatywne media, jak telewizja Fox News i dziennik "New York Post".


Clinton jak Romney


W swojej kampanii Trump powiedział o meksykańskich nielegalnych imigrantach, że to „gwałciciele i handlarze narkotyków”. Wezwał do tymczasowego zakazu wjazdu do USA muzułmanów. W przeszłości podważał prawo Baracka Obamy - pierwszego czarnoskórego prezydenta USA - do pełnienia urzędu, wyrażając wątpliwości, czy jest on urodzony w USA.


„Twardy” trzon elektoratu Trumpa to biali mężczyźni bez wyższego wykształcenia, bardziej skłonni do uprzedzeń wobec mniejszości rasowych, religijnych i seksualnych. Popiera go m.in. skrajna prawica - neonaziści i zwolennicy przywrócenia segregacji rasowej. Kandydat jednak stara się ostatnio zdobyć poparcie przynajmniej części Afroamerykanów i Latynosów.


Kontrowersyjną wypowiedź Clinton porównuje się do tego, co w kampanii wyborczej w 2012 r. powiedział ówczesny kandydat Republikanów na prezydenta Mitt Romney.


- 47 procent Amerykanów jest tak zależnych od pomocy rządu, że będą głosowali na Obamę cokolwiek by się stało. Nigdy ich nie przekonam, że powinni wziąć za siebie odpowiedzialność i sami troszczyć się o swoje życie - oświadczył wtedy Romney.

 

PAP