Gdy wybuchł pożar, ok. stu pracowników przebywało w czteropiętrowej fabryce w Tongi, w mieście przemysłowym oddalonym o ok. 25 kilometrów od stolicy.

 

Policjanci obawiają się, że wiele ofiar może być wciąż uwięzionych w budynku i że bilans może jeszcze wzrosnąć. Strażakom na razie nie udało się opanować pożaru.

 

Ze wstępnych ustaleń wynika, że na parterze przechowywano substancje chemiczne, które sprawiły, że ogień bardzo szybko się rozprzestrzenił - powiedział przedstawiciel policji Tahmidul Islam.

 

Wyjaśnił, że w fabryce produkowane są plastikowe opakowania na żywność i spirale przeciw komarom.

 

Przerażający stan bezpieczeństwa

 

Z powodu nieprzestrzegania standardów bezpieczeństwa w fabrykach w Bangladeszu - drugim na świecie po Chinach eksporterze produktów tekstylnych - często dochodzi do wypadków i pożarów.

 

W 2012 roku w pożarze w fabryce odzieżowej Tazreen, w Dhace, niedaleko od Tongi, zginęło co najmniej 111 pracowników. Wielu z nich nie mogło uciec, gdyż nie było tam odpowiednich wyjść ewakuacyjnych. W fabryce szyto ubrania na eksport do krajów zachodnich.

 

Sześć miesięcy później ponad 1100 osób poniosło śmierć, gdy zawaliła się mająca osiem kondygnacji fabryka Rana Plaza, także na przedmieściach Dhaki. Katastrofa ta ujawniła przerażający stan bezpieczeństwa w Bangladeszu.

 

PAP