Jak argumentują twórcy obywatelskiego projektu, ewentualny spadek zatrudnienia w sektorze handlu "nie powinien budzić obaw".

 

"W naturalny sposób wzrośnie konkurencja wśród mikro przedsiębiorców, co poskutkuje spadkiem cen i możliwością łatwego i szybkiego dostępu do artykułów w sklepach zlokalizowanych w najbliższym otoczeniu. Wspieranie rozwoju rodzimej przedsiębiorczości jest wartością dodaną Ustawy" - głosi uzasadnienie projektu.

 

"Większość woli wolne niż zarobek"

 

Jak wyjaśniono, według badań własnych, które przeprowadził pomysłodawca projektu - NSZZ "Solidarność" - w grupie prawie tysiąca osób zatrudnionych sklepach wielkopowierzchniowych, jedynie 2 proc. respondentów uznało, że korzystnym rozwiązaniem kwestii pracy w niedziele jest dodatkowe wynagrodzenie.

 

Zdecydowana większość wolałaby wolne w te dni. Dodatkowo autorzy tekstu przywołują encyklikę Jana Pawła II, w której zwraca się uwagę na istotę spędzenia niedzieli w gronie rodzinnym, oraz na badania o szkodliwości i stresogenności pracy w niedziele.

 

W markecie nie, we własnym sklepie już tak

 

W rozmowie z polsatnews.pl Alfred Bujara, przewodniczący Sekcji Krajowej Pracowników Handlu NSZZ, wyjaśnił, że pomysłodawcy nie chcą "całkowitego zakazu" handlu w niedziele. - Nam chodzi o to, żeby pracownicy nie byli zmuszani do pracy w niedziele, a obecnie tak się niestety dzieje. To nie jest ich wybór, nie mają w tej sprawie prawa głosu - tłumaczy.

 

Na pytanie, dlaczego zwolnionym pracownikom proponuje się pracę w niedzielę, ale już na własny rachunek, Bujara odpowiada, że jego zdaniem zwolnień nie będzie, a ten fragment uzasadnienia powstał specjalnie dla krytyków zakładających spadek zatrudnienia.

 

- Te zarzuty (o spadku zatrudnienia - red.) nie są poparte żadnymi rzetelnymi badaniami, a liczby, które padają przy tej okazji, są po prostu wyssane z palca. Obroty sklepów nie spadną po wprowadzeniu zakazu handlu w niedziele, a w pierwszym okresie nawet wzrosną, bo ludzie będą kupować na zapas przed wolną niedzielą. W tej sytuacji nie ma żadnych powodów, aby obawiać się zwolnień pracowników. W Zachodniej Europie, gdzie podobne ograniczenia obowiązują od wielu lat, nikt z tego powodu nie stracił pracy - przekonuje związkowiec.

 

Samozatrudnienie patologiczne tylko czasem

 

Zaproponowane rozwiązania są jednak zaskakujące dla Zbigniewa W. Żurka, wiceprezesa Business Center Club, ministra pracy Gospodarczego Gabinetu Cieni BCC oraz członka Rady Dialogu Społecznego.

 

- To kontrowersyjne. Mówią to ci sami, którzy chcą likwidować tzw. patologię samozatrudnienia. W jednym miejscu mówimy o likwidacji patologii, choć ja uważam, że nie jest to patologia, a w drugim mówimy: nie martw się, jak nie będziesz miał roboty, to sobie otworzysz działalność gospodarczą. To chyba nie o to chodzi - zwraca uwagę Żurek.

 

I dodaje: - Nie trafia do mnie argument, że ludzie muszą w niedzielę odpoczywać. A co z policjantami, strażakami, pracownikami kin, elektrowni, hut, dziennikarzami, politykami, księżami, organistami? Są zajęcia, które są związane z pracą w niedziele - tłumaczy.

 

- Nie jest to specjalnie roztropny przepis. Można powiedzieć, że w świetle nieroztropnego projektu ustawy to jest roztropna furtka, ale wszystko razem jest nieroztropne - podsumowuje.

 

polsatnews.pl