Takie rozstrzygnięcia sprawiają, że Amerykanka, która 26 września skończy 35 lat, po 186 tygodniach nieprzerwanego prowadzenia w poniedziałek straci na rzecz Kerber pierwszą pozycję w światowym rankingu.

 

Williams, walcząca o 23. wielkoszlemowy tytuł i poprawienie rekordu wygranych w imprezach tej rangi należącego w Erze Open (od 1968 roku) także do Niemki Steffi Graf, po raz drugi z rzędu w odpadła w półfinale US Open. Przed rokiem sześciokrotna triumfatorka i ośmiokrotna finalistka tych zawodów uległa niżej notowanej Włoszce Robercie Vinci, teraz jej kosztem o największy sukces w karierze pokusiła się Pliskova, rozstawiona w Nowym Jorku z numerem 10.

 

W środę stoczyła ponaddwugodzinny mecz w ćwierćfinale z Rumunką Simoną Halep, ale porażkę tłumaczyła nie zmęczeniem, lecz kłopotami z kolanem.

 

- Gdybym nie miał sił rozegrać dwóch pojedynków w ciągu 24 godzin, to nie powinno mnie być w tourze. To nie zmęczenie było problemem. Mam kłopoty z lewym kolanem. Ból mi doskwierał i nie mogłam się poruszać po korcie tak, jakbym chciała - powiedziała Williams.

 

Najlepszy turniej w karierze Pliskovej

 

24-letnia Czeszka, która po raz pierwszy zameldowała się już w półfinale Wielkiego Szlema, a w US Open nie doszła wcześniej dalej niż do 3. rundy, pokonała też starszą z amerykańskich sióstr - Venus. To dopiero dziewiąty przypadek, że ta sama zawodniczka wyeliminowała obie Williams w jednej imprezie. Przed nią dokonały jednak tego tak wybitne tenisistki, jak Graf, Szwajcarka Martina Hingis, Amerykanka Lindsay Davenport czy Belgijki Justine Henin i Kim Clijsters.

 

- Wciąż nie mogę w to uwierzyć. Serena to wielka mistrzyni, niezależnie od okoliczności zawsze trudno ją pokonać - podkreśliła Pliskova.

 

Numer 1 z Puszczykowa

 

Z kolei 28-letnia Kerber przeżywa najlepszy okres w karierze. Rok zaczęła od sensacyjnego zwycięstwa w Australian Open i pierwszego tytułu wielkoszlemowego, później - w "rewanżu" za imprezę w Melbourne - przegrała z S.Williams finał Wimbledonu i wreszcie została w Rio de Janeiro wicemistrzynią olimpijską. W poniedziałek - niezależnie od końcowych rozstrzygnięć w US Open - zostanie liderką klasyfikacji tenisistek.

 

- To wspaniały dzień. Być numerem jeden w świecie - to brzmi niewiarygodnie cudownie - przyznała mieszkająca i trenująca w podpoznańskim Puszczykowie w akademii swojego imienia Niemka, która ma szansę zostać pierwszą od 1992 roku leworęczną zwyciężczynią tego turnieju. Ostatnią była pochodząca z Bałkanów Amerykanka Monica Seles.

 

Wozniacki, w przeszłości numer jeden w kobiecym tenisie, po serii słabszych występów i kontuzji spadła aż na 74. w świecie.

 

- Myślę, że wielu ludzi już mnie skreśliło. Tym większa moja satysfakcja, że się pomylili - zaznaczyła Dunka, która po raz piąty zagrała w półfinale US Open. Dwukrotnie awansowała do decydującego spotkania, ale oba przegrała.

 

PAP