"Klinika zachęca do macierzyństwa zastępczego i programu dawstwa komórek jajowych. Nagroda do 300 tysięcy hrywien" (ponad 43 tys. zł). Poszukiwane są zdrowe młode kobiety, dobrze wyglądające, średniego wzrostu, które mają już dziecko".

 

Duży odzew na reklamy

 

Takie ogłoszenia pojawiły się ostatnio w wielu małych ukraińskich miastach i miasteczkach. Pełen jest ich internet na stronach z ogłoszeniami dla poszukujących pracy. Zainteresowały się nimi dziennikarki ukraińskiego portalu "Wiesti". 

 

"Odzew na reklamy jest dość duży. Dla tysięcy Ukrainek macierzyństwo zastępcze lub sprzedaż komórek jajowych jest jedynym sposobem na zarobienie pieniędzy. Głównymi odbiorcami takich usług matek zastępczych są cudzoziemcy" - potwierdza cytowany przez portal Artiom Sereda, prawnik specjalizujący się w sprawach rodzinnych.

 

Przyznał, że pośrednicy zarabiają duże pieniądze. Najczęściej są to spółki zależne klinik zajmujących się reprodukcją. W ten sposób zapewniają sobie z klientów.  

 

Stosują różne kruczki

 

Pośrednicy załatwiają wszystkie dokumenty: umowę ws. urodzenia dziecka, umowę z kliniką, akt urodzenia. - Rodzice wskazują parę, która wyświadczy im usługę. Natomiast kobieta podpisuje dokument o zrzeczeniu się dziecka - poinformował przedstawiciel firmy. 

 

W koszty pośrednictwa wliczone są trudności, z jakimi borykają się tego typu firmy.

 

We Francji, Niemczech, Austrii, Norwegii i Szwecji macierzyństwo zastępcze jest nielegalne. Dlatego zagraniczne pary, umawiając się w sprawie urodzenia dziecka na Ukrainie, stosują różne wybiegi. 

 

- W dokumentach wykazują fałszywą ciążę, obcokrajowcy mieszkają u nas co najmniej rok, w tym czasie matka zastępcza zachodzi w ciążę, nosi i rodzi dziecko. Natomiast jako matka dziecka jest wpisywana cudzoziemka, która wywozi dziecko jako swoje - opowiedział pragnący zachować anonimowość informator portalu. 

 

Jak wynika z dokumentów sądowych, do których dotarł portal, jedna z wykrytych firm w Charkowie, działała inaczej: dziecko rejestrowano na nazwisko matki zastępczej (w dokumentach medycznych nie było informacji o sztucznym zapłodnieniu), następnie przez sąd była ona pozbawiana praw rodzicielskich, po czym zagraniczni klienci adoptowali dziecko.

 

"Powodem bieda i beznadzieja"

 

Według eksperta gospodarczego Alexandra Okhrimenko, którego cytuje portal, kobiety zgadzają się na taką "pracę" "tylko z wielkiej biedzie i beznadziei".


"Jeśli teraz na Ukrainie rośnie zapotrzebowanie na tego typu zarobek, jest to kolejny wskaźnik głębokości kryzysu" - podkreślił.


vesti-ukr.com