- Piłka jest teraz po stronie PE - oceniła unijna komisarz ds. zatrudnienia Marianne Thyssen, która w czwartek w Warszawie rozmawiała z polską minister rodziny, pracy i polityki społecznej. Tematem rozmów była między innymi unijna dyrektywa ws. pracowników delegowanych.


Pod koniec lipca Komisja Europejska odrzuciła "żółtą kartkę", czyli sprzeciw parlamentów 11 krajów UE, w tym Polski, w sprawie propozycji zmian w dyrektywie o pracownikach delegowanych.


Chodzi o przedstawione w marcu propozycje KE, które mogą uderzyć m.in. w polskie firmy, działające na rynku unijnym. Polscy przedsiębiorcy uważają, że realizacja propozycji Brukseli znacznie podniosłaby ich koszty i, co za tym idzie, obniżyła konkurencyjność.


"Stanowi zagrożenia dla konkurencyjności naszych firm"


Jak podkreśliła Rafalska, Polska nie popiera wprowadzenia nowego rozwiązania dot. zatrudnienia pracowników delegowanych trwającego ponad 24 miesiące (według propozycji UE, gdy okres delegowania pracownika przekroczy ten okres, powinien on być w pełni objęty przez prawo pracy kraju goszczącego – red.).


- W naszej ocenie doprowadzi to do ograniczenia transgraniczności świadczonych usług; narusza i stanowi zagrożenia dla konkurencyjności naszych firm - argumentowała szefowa resortu pracy.


"Nasze wątpliwości nie zostały uwzględnione"


Rafalska przypomniała, że procedura żółtej kartki nie jest procedurą nadużywaną i do tej pory była trzykrotnie zastosowana, w tym raz właśnie w odniesieniu do kwestii dyrektywy ws. pracowników delegowanych. - Nasze wątpliwości w żadnym zakresie i innych krajów członkowskich uczestników procedury żółtej kartki nie zostały uwzględnione - oceniła.


Thyssen podkreśliła, że dalej jest otwarta na dialog z parlamentami państw członkowskich ws. przepisów o pracownikach delegowanych. - Ale w tej chwili piłka jest po stronie Parlamentu Europejskiego i Rady, ponieważ to oni stanowią tutaj prawa. To są też instytucje otwarte na dialog. Każdy może rozmawiać z każdym - powiedziała.


"Nie było wspólnego porozumienia"


Zwróciła uwagę, że w najbliższych miesiącach będą trwały pracy nad tym, w jaki sposób dyrektywa obejmie transportowców. - Musimy przyjrzeć się tym zasadom. Zrobić to w sposób bardzo dokładny i adekwatny do potrzeb sektora. Nie możemy wrzucać do jednego worka kopalń, transportu międzynarodowego itd. To jest coś, co musimy wypracować - wyjaśniała unijna komisarz.

 

Jej zdaniem, na wprowadzeniu dyrektywy skorzystają pracownicy. - Chcę upewnić się, że ci ludzie będą traktowani rzetelnie i sprawiedliwie, nie będą obywatelami drugiej kategorii. Będą otrzymywać takie samo wynagrodzenie za wykonaną pracę - mówiła.


Jak zaznaczyła, spotkanie z minister Rafalską było otwarte. - Chociaż nie było wspólnego porozumienia, to przynajmniej ustaliłyśmy, że dbamy o tworzenie miejsc pracy i jakość miejsc pracy w Polsce – dodała.


Pensja dla pracowników delegowanych


Obecnie firmy, delegujące swoich pracowników do pracy za granicą, muszą im zapewnić jedynie płacę minimalną kraju goszczącego. Tymczasem projekt KE zakłada, że pracownik wysłany przez pracodawcę do innego kraju UE na pewien czas, powinien mieć prawo do takiego samego wynagrodzenia, jak pracownik lokalny, a nie tylko do płacy minimalnej. Miałby otrzymywać np. premie czy dodatki przysługujące pracownikom lokalnym. Według koncepcji KE, gdy okres delegowania pracownika przekroczy dwa lata, powinien on być w pełni objęty przez prawo pracy kraju goszczącego, co oznacza np. konieczność odprowadzania lokalnych (czyli na Zachodzie wyższych) składek na ubezpieczenie zdrowotne.


Polskie władze uważają, że zmiany w unijnych przepisach będą niekorzystne dla naszych, konkurujących przede wszystkim ceną, firm świadczących usługi w innych krajach członkowskich. Z Polski pochodzi najwięcej pracowników delegowanych w UE; w 2014 r. było to prawie 430 tysięcy na 1,9 mln (22,3 proc.).

 

PAP