Clinton przyznała po raz kolejny, że popełniła błąd głosując w 2002 r. za inwazją na Irak, ale apelowała do słuchaczy, by zaufali jej jako kandydatce do Białego Domu, gdyż ma szerokie doświadczenie w sprawach międzynarodowych.

 

- Głosowanie za wojną w Iraku było błędem. Na błędach musimy się uczyć. Ale proszę, aby oceniano mnie za całokształt mych wysiłków - powiedziała.

 

Doświadczenie Hillary Clinton w sprawach międzynarodowych trudno kwestionować. Kandydatka Demokratów była senatorem i sekretarzem stanu. W okresie, gdy była Pierwszą Damą za prezydentury swego męża, Billa Clintona, również nawiązywała liczne kontakty na świecie.

 

Pytania o maile

 

Uczestnicy programu pytali najpierw dlaczego w Departamencie Stanu do służbowej korespondencji używała wyłącznie prywatnego serwera, do którego mogli się włamać wrogowie Ameryki.

 

- Jak mogę pani zaufać, jeśli naraziła pani na szwank bezpieczeństwo kraju? - padło jedno z pytań z sali.

 

Clinton przyznała, że nie powinna korzystać z prywatnego serwera, ale broniła się mówiąc, że żaden z mejli, które otrzymywała lub wysyłała, nie był oznaczony jako tajny lub poufny.

 

Według doniesień ze śledztwa FBI w sprawie mejli, niektóre wiadomości miały oznakowania literowe, np. "C", co znaczy "confidential" (poufne), ale Clinton tłumaczyła wcześniej, że nie były one widoczne. Czasem zasłaniała się brakiem pamięci.

 

"Nie ma też żadnych dowodów, aby do jakichkolwiek tajnych informacji w mejlach ktoś się włamał" - podkreśliła na forum.

 

"Uważam użycie siły za ostateczność"

 

Przedstawicielka antywojennej organizacji przypomniała Hillary, że ma ona opinię "jastrzębia" w sprawach polityki obronnej i zagranicznej i zapytała ją "czy będzie kontynuować politykę w tym duchu".

 

"Uważam użycie siły za ostateczność. Będę ostrożna, jak tylko to możliwe, w wysyłaniu wojsk na front" - odpowiedziała Clinton. Zapewniła, że nie skieruje wojsk lądowych do akcji przeciwko Państwu Islamskiemu (IS) w Iraku i w Syrii.

 

Komentatorzy prawicowej telewizji Fox News krytykowali potem Hillary Clinton za tę wypowiedź jako szkodliwe zobowiązanie na wyrost.

Atakowała także swego republikańskiego oponenta Donalda Trumpa mówiąc, że wbrew oświadczeniom, iż zawsze był przeciwny wojnie w Iraku, w przeszłości ją popierał.

 

W drugiej części godzinnego programu wystąpił Trump. Kandydat GOP ponownie opowiedział się za dogadaniem się z Rosją i komplementował prezydenta Władimira Putina.

 

"Będę miał bardzo, bardzo dobre stosunki z Putinem i z Rosją. Rosja chce pokonać IS tak samo, jak my. Czy nie było by cudownie, abyśmy ze sobą współpracowali i wspólnie dali sobie radę z Państwem Islamskim?" - zapytał retorycznie.

 

"Putin jest silnym przywódcą"

 

Na pytanie, jak to możliwe, skoro Rosja dokonała aneksji Krymu, napadła na Ukrainę, pomaga wrogom USA i jest podejrzana o włamania do systemów komputerowych Partii Demokratycznej, kandydat GOP nie odpowiedział. Dodał, że "nie wiemy czy naprawdę" hakerzy włamujący się do komputerów DNC działali na zamówienie Rosji.

 

Zaznaczył natomiast, że "Putin jest silnym przywódcą" i ma w Rosji "ponad 80 procent poparcia".

 

- Putin jest bardziej przywódcą swego kraju, niż Obama przywódcą Ameryki- zaznaczył.

 

Dodał jednak: Kiedy (Putin) nazywa mnie człowiekiem błyskotliwym, przyjmuje ten komplement, ale to jemu nic nie da. To nie będzie miało żadnego znaczenia.

 

Prowadzący spotkanie przypomniał niektóre najbardziej kontrowersyjne wypowiedzi Trumpa, jak jego stwierdzenie, że "wie o IS więcej niż generałowie".

 

"Należało przynajmniej zabrać ropę naftową z Iraku"

 

Kandydat GOP powiedział, że generałowie amerykańscy "nie radzą sobie z IS" i że za rządów Obamy "zostali sprowadzeni do zera".

 

Jak wyjaśniali potem jego stronnicy w GOP, Trumpowi chodziło o to, że dowódcy wojsk amerykańskich w Iraku chcieli pozostawić tam część sił, a nie wycofywać się całkowicie, jak zadecydował prezydent. Wojska USA wycofały się z Iraku w 2011 roku.

 

Trump powtarzał, jak poprzednio, że "należało przynajmniej zabrać ropę naftową z Iraku"- nie wyjaśniając w jaki sposób miałoby się to odbyć.

 

Wcześniej w środę, w Filadelfii, Trump przedstawił plan wzmocnienia armii USA i zwiększenia jej uzbrojenia. Zapowiedział, że jak wygra wybory, nie dopuści do dalszej redukcji funduszy na obronę i obiecał lepsze zabezpieczenie systemów komputerowych przed cyberatakami.

 

Według sondaży, w siłach zbrojnych USA, Trump ma znacznie więcej sympatyków niż Clinton. Jednak większość ekspertów ds. obronności i polityki zagranicznej nie popiera kandydata GOP.

 

PAP