W sobotę wieczorem w miejscowości Harlow na południowym wschodzie Anglii grupa kilkunastu nastolatków zaatakowała Polaków na placu handlowym.  40-letni Polak zmarł w szpitalu. Jego o trzy lata starszy znajomy opuścił placówkę po krótkiej hospitalizacji. 
 

Sprawę wyjaśnia brytyjska policja. Bada ona m.in. motywy działania sprawców - brana jest pod uwagę m.in. ewentualność zbrodni na tle narodowościowym.

 

"Zrobimy wszystko, by postawić winnych przed sądem"

 

Inspektor Martin Pasmore powiedział, że Arek (zabity Polak - red.) był ciężko pracującym ojcem rodziny. - Stracił życie w najbardziej tragiczny i brutalny sposób - powiedział Pasmore. - Mój zespół i ja robimy wszystko, aby ustalić dokładnie, co się stało i postawić winnych przed sądem - dodał.

 

We wtorek policja opublikowała zdjęcia z monitoringu, m.in. w serwisie Flickr. Próbuje teraz skontaktować się z tymi osobami licząc, że będą mogły wnieść nowe informacje przydatne w śledztwie.

 

- Z zapisu monitoringu wiemy, że w sobotę 27 sierpnia ok. godz. 23:10 Arek wraz z dwoma towarzyszami udali się do TGF Pizza w The Stow w Harlow i zamówili pizzę. Potem wyszli na zewnątrz i rozmawiali z grupą młodych ludzi oraz innymi przechodniami przez maksymalnie 20 minut - poinformował inspektor Martin Pasmore.

 

Poszukiwany kluczowy świadek

 

Według ustaleń policji między obiema grupami doszło do utarczki słownej. W pewnej chwili Arek miał otrzymać  cios w twarz, przewrócić się i uderzyć głową o chodnik. Znajomi Polaka zaczęli przepychać się z napastnikami. Z monitoringu ma też wynikać, że do obu grup podszedł mężczyzna o nieustalonej tożsamości. Po krótkiej rozmowie odszedł. To właśnie na dotarciu do niego policji zależy najbardziej, sądząc, że może to być kluczowy świadek.

 

polsatnews.pl