W zamieszczonym na pierwszej stronie artykule "New York Times" przypomina we wtorek, że Obama uważa ograniczenie roli broni jądrowej za kluczowy element swojej prezydentury. Dlatego szef państwa - zdaniem dziennika - z przykrością słuchał krytyków, którzy twierdzą, że plany administracji z drugiej kadencji dotyczące modernizacji arsenału nuklearnego, szacowane na bilion dolarów w najbliższych dekadach, podważają zapewnienia prezydenta z 2009 roku.

 

Jak pisze "NYT" od wielu miesięcy zwolennicy kontroli zbrojeń domagali się działań, które posuwałyby naprzód zapowiedź Obamy, że będzie dążył "do świata bez broni jądrowej". Według gazety jednoznaczne zapewnienie, że USA nie użyją takiej broni jako pierwsze, byłoby najodważniejszym z takich posunięć, a także potwierdzeniem niepisanej zasady amerykańskiej polityki.

 

Deklaracja "zirytowałaby sojuszników"

 

Kwestia ta pojawiała się wielokrotnie latem tego roku, "ale ostatecznie wydaje się, iż Obama stanął po stronie swych obecnych doradców, którzy ostrzegali (...), że deklaracja wykluczająca użycie broni (nuklearnej) przez USA jako pierwsze zirytowałaby takich sojuszników jak Japonia czy Korea Południowa" - pisze dziennik.

 

Szef Pentagonu Ash Carter i sekretarz stanu USA John Kerry wyrażali zaniepokojenie, że w związku z nowymi działaniami Rosji i Chin, od Bałtyku po Morze Południowochińskie, obecnie nie jest odpowiedni moment na ogłaszanie takich deklaracji - pisze "NYT", powołując się na wysokich rangą doradców z tych resortów. Podobnego zdania jest minister energetyki Ernest Moniz.

 

Kerry miał powiedzieć Obamie, że taka deklaracja osłabiłaby amerykański potencjał odstraszania nuklearnego, podczas gdy Rosja ćwiczy naloty bombowe na Europę, a Chiny rozszerzają swoje możliwości działania na Morzu Południowochińskim.

 

"Symbol słabości"

 

Według Cartera prezydent Rosji Władimir Putin i przywódca Korei Północnej Kim Dzong Un mogliby uznać deklarację za symbol słabości Ameryki.

 

Kerry i Moniz, architekci porozumienia nuklearnego z Iranem, ostrzegali, że taka zapowiedź mogłaby zirytować amerykańskich sojuszników, którzy i tak się obawiają, że nie mogą polegać na amerykańskim parasolu atomowym. "NYT" wyjaśnia, że Japonia i Korea Południowa obawiają się dyskusji o wycofaniu wojsk USA z Azji.

 

Wielokrotnie o takiej możliwości mówił republikański kandydat w listopadowych wyborach prezydenckich w USA Donald Trump, który uważa, że Tokio i Seul powinny więcej płacić za amerykańską obecność w regionie. Podkreśla on także, że chciałby, aby Japonia i Korea Południowa budowały własny arsenał jądrowy, a nie jedynie polegały na amerykańskim.

 

PAP