Poncie zarzuca się, że zwrócił się do pewnego rumuńskiego biznesmena o pokrycie kosztów wizyty w Bukareszcie "zagranicznej osobistości politycznej"; w zamian miał zaoferować mu lokal na biuro poselskie.


Jak pisze AFP, według słów biznesmena, który wydał na ten cel 220 tys. euro, chodziło o przyjazd byłego szefa brytyjskiego rządu Tony'ego Blaira.


"Zamach na demokrację"


Według prokuratury Ponta chciał wykorzystać medialne relacje z tej wizyty, by zdobyć popularność i zyskać elektorat przed wyborami. Zdaniem prokuratorów podpisano dwie umowy z pewną organizacją pozarządową, by uwiarygodnić wersję, iż wizyta nastąpiła z inicjatywy "zagranicznej osobistości politycznej", a nie samego Ponty.


"Ten nieuczciwy układ jest zamachem na demokrację" i narusza regulacje prawne dotyczące finansowania partii politycznych - podał DNA, podkreślając, że zamieszany w sprawę biznesmen w 2012 roku został posłem.


Były premier nie będzie mógł opuszczać kraju bez poinformowania o swoich planach prokuratury ani kontaktować się z osobami objętymi śledztwem.


Dymisja po tragicznym pożarze


Równolegle przeciw Poncie od września ubiegłego roku toczy się inne postępowanie sądowe w sprawie o korupcję dotyczącą okresu, gdy pracował on jako adwokat. Ciążą na nim zarzuty korupcyjne, łącznie z "fałszowaniem dokumentów", długotrwałym składaniem fałszywych zeznań podatkowych i praniem brudnych pieniędzy.


Obecnie Ponta jest posłem z ramienia socjaldemokratów. Do dymisji z urzędu premiera zmusiły go protesty antykorupcyjne, które wybuchły po tragicznym pożarze w październiku ubiegłego roku w bukareszteńskiej dyskotece, gdzie zginęły 64 osoby.

 

PAP