Właściciele psa spali w chwili wstrząsów 24 sierpnia na drugim piętrze domu. Kiedy budynek się zawalił, Romeo był na pierwszym piętrze. Para zdołała się uratować, a potem przez wiele godzin szukała swego czworonoga.

 

Ludzie ci, pozbawieni dachu nad głową trafili do miasteczka namiotowego, z którego wrócili wraz ze strażakami na ruiny, by pozbierać swe rzeczy osobiste. Stracili już nadzieję na to, że Romeo żyje.

 

Kiedy przybyli na gruzowisko usłyszeli nagle szczekanie psa.

 

 

"Zaczęliśmy natychmiast usuwać gruzy kierując się jego rozpaczliwym wyciem" - relacjonował jeden ze strażaków.

 

Podkreślił: "To niewiarygodne, ale pies był w dobrym stanie". Okazało się, że niektóre belki zdołały utrzymać ciężar stropów, dzięki czemu powstała nisza, w której pies mógł przetrwać, choć bez jedzenia i picia - wyjaśnili strażacy. Nie kryją oni zdumienia dla siły czworonoga, który wydobyty z gruzów zaczął od razu biegać.

 

Właściciele zabrali go ze sobą do swego prowizorycznego schronienia.

 

W trzęsieniu ziemi zginęło 295 osób.

 

PAP