Medal został przyznany rzecznikowi prasowemu MON i szefowi gabinetu politycznego trzy tygodnie temu przy okazji Święta Wojska Polskiego.


Ta decyzja wywołała dyskusję dotyczącą zasadności takiego wyróżnienia. Część komentatorów przypominała też, że zgodnie z przepisami złoty medal można przyznać tylko tym, których wcześniej wyróżniono medalami: brązowym i srebrnym. Dodatkowo - srebrny medal można przyznać najwcześniej po 3 latach od przyznania brązowego, a złoty - dopiero po kolejnych 5. Od tych zasad odstępuje się w szczególnie uzasadnionych przypadkach.


- Powstrzymał przestępców, uratował tajne dokumenty przed przejęciem przez obce służby, zablokował operację wymierzoną w polską armię i bezpieczeństwo państwa. I za to został wyróżniony. Chciałbym, by każdy oficer w Wojsku Polskim mógł się poszczycić takimi osiągnięciami - wyjaśnił szef MON Antoni Macierewicz w piątkowym wywiadzie dla dziennika "Rzeczpospolita".


- Bartłomiej Misiewicz przez sześć lat był sekretarzem komisji smoleńskiej i to dzięki niemu zebraliśmy dowody pokazujące rosyjską odpowiedzialność za śmierć polskiej elity narodowej - dodał.


Stwierdził też, że "nieprzyzwoita" jest krytyka tego wyróżnienia dla jego 26-letniego współpracownika.


- Z jednej strony mamy do czynienia z systematycznym niszczeniem polskiej tradycji i z dziesiątkami lat działania na szkodę polskich interesów przez ludzi nazwanych przez prezydenta zdrajcami, a z drugiej z nagonką polityczną na dzielnego młodego człowieka, który jak mało kto zasłużył się dla bezpieczeństwa naszego państwa - argumentował.

 

rp.pl, polsatnews.pl