W pomieszczeniu na półce znajdowały się foliowe torebki, przygotowane do pakowania mięsa. Na posesji wśród worków ze szczątkami zwierząt przechadzały się kozy, kury i kaczki. Posesja była zaśmiecona, inspektorzy potykali się o niebezpieczne przedmioty, złom i deski z wystającymi gwoździami. Kozy miały za schronienie brudną, o wiele za małą, rozpadającą się komórkę.


Inspektorzy poprosili o przyjazd przedstawicieli Powiatowego Inspektoratu Weterynarii w Pruszkowie, jako służbę właściwą do nadzoru nad ubojem zwierząt. Ci zaplombowali pomieszczenie nielegalnej ubojni i zapowiedzieli wszczęcie stosownego postępowania. Właścicielka posesji odmawiała złożenia jakichkolwiek wyjaśnień. Stwierdziła tylko, że ubój na jej posesji prowadził obywatel Chin mieszkający w okolicy. Kobietę czeka postępowanie karne za znęcanie nad zwierzętami oraz udział w procederze nielegalnego uboju.


Nielegalny ubój "nagminny"


– Jak nieoficjalnie dowiedzieliśmy się od okolicznych mieszkańców, podobne praktyki są tu nagminne - informuje Paweł Artyfikiewicz, inspektor z Viva! Interwencje. - Ta sytuacja pokazuje, jak nieskuteczny jest system nadzoru nad produkcją mięsa.  Na dodatek żaden organ państwowy nie jest w stanie realnie skontrolować, czy zwierzętom minimalizuje się cierpienia podczas ich zabijania, tak jak wymaga tego prawo. Ilość sprzętów do zabijania zwierząt i przygotowane do tego celu pomieszczenie wskazują, że w tym przypadku skala procederu jest duża.


Inspektorzy odebrali interwencyjnie młodego, wychudzonego koziołka i kaczkę ze złamaną nogą. Zgłosili wójtowi gminy Nadarzyn chęć przyjęcia pozostałych kóz i ptaków. Czekają na decyzję w tej sprawie. Urząd powinien wydać decyzję o odebraniu zwierząt niezwłocznie.

 

 

Viva! Interwencje